niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 9.

Rozdział 9. - Najgorszy Sylwester ever !

[...]

Weszliśmy do klubu. Muzyka była świetna. Usiedliśmy przy naszym stoliku, a Rocky z Ell'em poszli zamówić drinki. Chwilę posiedzieliśmy i rozmawialiśmy. Powoli impreza się rozkręcała. Przychodziło co raz to więcej ludzi. Pierwsi na parkiecie bawili się Elll z Rockym. Potem dołączyła do nich Rydel z Riker'em. Siedziałam sama z Ross'em i czekałam aż on poprosi mnie na parkiet. Siedzieliśmy w ciszy i patrzeliśmy jak bawią się inni. Chwilę milczenia przerwał blondyn.
- Pięknie wyglądasz kochanie. 
- Dziękuję. Ty też. - powiedziałam dając mu buziaka w policzek.
- Muszę ci coś powiedzieć. 
- Tak ? 
- Kocham cię najbardziej na świecie i nigdy w życiu cię nie zdradzę. Obiecuję.
- Ej, ej, ej. Ross. Coś ty nabroił ? - zaniepokoiłam się tą jego słowami. 
- Nic nie przeskrobałem. Tylko mówię ci prawdę. 
- Nie ściemniasz ? 
- Nie. Kocham cię.
- Ja ciebie też. - pocałowaliśmy się. 

Oczywiście przerwał nam Rocky :
- Koniec tego miziania! Na parkiet ale migiem! Macie się bawić a nie! Pogadać to sobie możecie w domu! - zaśmiał się brunet. - Już was tu nie widzę. 
- Wyrzucasz nas ? - mówiąc zaśmiałam się.
- Tak. Idźcie się pobawić.

Poszliśmy na parkiet i przetańczyliśmy kilka piosenek. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że nie ma już nikogo na parkiecie. Postanowiliśmy zostać do końca piosenki i wrócić do pozostałej gromadki. 

- Ej ! Co za rodzeństwo. Nie mogliście ma mnie poczekać ? - powiedział Ross.
- Z czym braciszku ? - zaśmiał się Riker.
- No z tym wszystkim. - wszyscy zaczęli się śmiać. 

Każdy z nas był w szampańskim nastroju. Z Rydel postanowiłyśmy zostawić chłopaków w swoim towarzystwie, a my poszłyśmy trochę się rozerwać i oczywiście znaleźć kogoś dla blondynki. Zaczęliśmy tańczyć i zaraz koło Delly pojawiło się dwóch przystojniaków. 

- Oo kochana ! Ale masz powodzenie ! - krzyknęłam do niej. 

Blondynka nic mi nie odpowiedziała tylko zaczęła się śmiać. Po jakimś czasie wróciłyśmy do chłopaków, aby zobaczyć jak się czują i czy w ogóle jeszcze kontaktują, bo oni i alkohol to niezbyt dobre połączenie. Podeszłyśmy do stolika. Ross z resztą ekipy całkiem nieźle się bawili. Byli nieźle wstawieni. Rocky wyrwał jakąś dziewczynę. Tylko brakowało mi Ell'a. Na szczęście pojawił się po chwili też z dziewczyną. To nie za bardzo spodobało się Rydel. Widziałam to po niej. Moim zdaniem choć nie przyznawała się do tego, to w głębi duszy była bardzo zazdrosna o Ell'a. Byłam tego pewna, ale nie chciałam drążyć tematu, bo w końcu przyszliśmy tu, żeby dobrze się bawić !

W pewnym momencie coś mnie tknęło i spojrzałam na telefon. Miałam 15 nieodebranych połączeń. Wszystkie były od Max'a. Max'a ? Hmm. Dziwne - powiedziałam do siebie. Postanowiłam do niego oddzwonić i zapytać, co się stało.

*rozmowa telefoniczna*

- No cześć braciszku. Co się stało ? - zaczęłam.
- Gdzie teraz jesteś ? 
- No w tym nowym klubie, co ci mówiłam. A czemu pytasz ? Czy coś cię stało ? 
- Tak. Mama jest w szpitalu. Miała wylew. Jest w ciężkim stanie. 
- Że co ty powiedziałeś ? Jak to w szpitalu ?
- Tak jak ci mówię. Cały czas do ciebie wydzwaniałem, a ty nie dawałaś znaku życia. 
- Tak, wiem. Tu jest głośna muzyka i nie słyszałam telefonu. Przyjedź po mnie. Muszę być teraz z mamą i z wami.
- Ok. Będę za pięć minut.
- Czekam. 

*ponownie klub*

Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam od Max'a. Po tym, co mi powiedział od razu wytrzeźwiałam. Zostawiłam wszystkie moje rzeczy w klubie i wybiegłam z pomieszczenia. Czekałam chwilkę. Zauważyłam samochód brata i od razu do niego wsiadłam. 

- No hej. Powiedz mi w ogóle jak do togo doszło.
- No więc tak. Mama przygotowywała się na wyjście z tatą i państwem Lynch na Sylwestra. W pewnym momencie zemdlała. Dobrze, że ojciec był w pokoju i szybko wezwał pomoc. Lekarze mówią, że gdyby nie on, to nie wiadomo czy mama by żyła.
- Masakra. Dlaczego to wszystko musiało się wydarzyć ? Czemu mama ? 
- Nie wiem. Chciałbym znać odpowiedź na to pytanie, ale chyba nikt jej nie zna.
- Poczekaj. Zadzwonię do Rydel i powiem, żeby mnie nie szukali. - zaczęłam kręcić się po samochodzie, ale nigdzie nie mogłam znaleźć mojej torebki. - Max. Chyba zostawiłam telefon w klubie. Moglibyśmy się cofnąć po niego  ?
- Jasne. 

Po jakiś dwóch minutach byliśmy ponownie przed klubem. Weszłam do środka, ale to co zobaczyłam dobiło mnie do końca.. Zobaczyłam jak Ross, mój Ross całuje się z jakąś inną 'dziunią'. Byłam strasznie wkurzona. Podeszłam do stolika. On nawet tego nie zauważył. Postanowiłam wylać na niego sok który stał na stole. On przerwał tą żałosną scenę i powiedział :

- Coś ty do cholery idiotko zrobiła !
- Idiotko ? Trzy godziny temu byłam jeszcze twoim skarbem. Mówiłeś, że mnie kochasz, że nigdy mnie nie zdradzisz. A tu proszę ! Ty skończony bydlaku!
- Van, co ty tu robisz ? Kochanie, ja ci to wszystko wytłumaczę. To nie tak jak myślisz.. Obiecuję.
- Obiecanki cacanki. Wytłumaczyć to możesz tej dziuni obok ciebie a ode mnie się odwal ! 

Wzięłam swoje rzeczy i wybiegłam z dyskoteki z płaczem. Wsiadłam do samochodu. 
- Co ci jest siostra ? - spytał.
- Nic.
- No przecież widzę.
- Nic mi nie jest. Możemy już jechać  ?
- No dobrze, dobrze. 

Po dłuższej chwili byliśmy już przed szpitalem. 

- Trzymaj. - powiedział Max podając mi chusteczkę. - Cała się rozmazałaś.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się do niego z niechęcią.
- To może teraz powiesz mi co się stało ?
- No dobrze. Widać, że nie dasz mi spokoju.. Ross mnie zdradził - wymamrotałam przez płacz.
- Co takiego  ?
- To co usłyszałeś. Weszłam do klubu po torebkę i zobaczyłam jak się obściskują. To było obleśne. Jeszcze kilka godzin temu obiecał mi, że nigdy mnie nie zdradzi, że mnie kocha. A tu proszę. Jakie to życie jest do dupy !
- Nie no. Zabiję go, za to, co ci zrobił. - powiedział Max ze złością.
- Przestań braciszku. Poradzę sobie z nim sama. A teraz chodź do mamy. 
- No niech ci będzie. Tym razem odpuszczę. - uśmiechnęłam się do niego i poszliśmy.

Po chwili byliśmy już na górze. Czekaliśmy, aż lekarze wyjdą z sali mamy i powiedzą nam coś więcej o jej stanie zdrowia.. Tata nie mógł już usiedzieć i poszedł do pokoju lekarzy spytać o zdrowie mamy. W tym samym momencie mój telefon zaczął dzwonić. Wyjęłam go z torebki i wyświetliło mi się zdjęcie Rydel.
- To on ? - spytał Max.
- Nie. Rydel. Lepiej odbiorę.

*rozmowa telefoniczna*

- No co tam Rydel ? - zaczęłam.
- Gdzie ty jesteś kochana? Wszyscy cię szukamy.
- Oo. Doprawdy ? Wszyscy ? 
- Tak. A Ross już dostaje szału. 
- Oo. A powiedział ci co się stało ? 
- Nie. A coś się stało ?
- Nie. Nie ważne. 
- Ważne, ważne.
- Powiem ci później. 
- No dobra. To chociaż powiedz gdzie jesteś.
- W szpitalu.
- Czy ja dobrze usłyszałam ? Co ty tam o tej porze robisz ?
- Tak. Dobrze słyszałaś. Max po mnie przyjechał. Mama jest w szpitalu. 
- Ale jak to ? 
- No normalnie. Miała wylew. 
- O cholera. Zaraz tam będziemy. Nie, Rydel. Nie chcę żebyście przejmowali się moimi problemami, a zwłaszcza Ross. Pogadamy innym razem. 
- No dobrze. Jak sobie chcesz. 
- Dziękuję. Ale obiecaj mi, że jutro wpadniesz do mnie i wszystko mi opowiesz. 
- Zobaczę.
- Nie ma zobaczę. Masz jutro przyjść i koniec.
- No ok, ok. Niech ci już będzie. Przyjdę.
- No i oto mi chodziło.
- Ja już muszę kończyć. Miłej zabawy wam życzę. 
- Dzięki. Szkoda, że ciebie tu z nami nie ma. Buziaki. Czekam na ciebie jutro.
- Bobrze. Pa. 
- No pa.

Podeszłam do okna i zobaczyłam pełno fajerwerków na niebie. Właśnie wybiła północ. Po chwili dołączył do mnie Max.
- Szczęśliwego Nowego Roku siostra ! Żeby ten rok był o 100% lepszy od poprzedniego. Żebyś była zawsze szczęśliwa i więcej nie spotykała 'dupków' na swojej drodze.
- Dziękuję ci braciszku. Tobie też wszystkiego najlepszego ! - powiedziałam przytulając się do niego. 

 W tym samym momencie wrócił tata od lekarzy.
- No i jak mama ? Mów. - powiedziałam z niecierpliwością.
- No co u mamy ? Wszystko dobrze. Jej stan jest stabilny. Wybudziła się już. Podobno gdyby nie ja, to nie było by jej już z nami, bo wylew był bardzo rozległy i gwałtowny.
- Tak się cieszę. Jedno szczęście. Możemy do niej wejść ? 
- Nie. Jeszcze jest słaba. Ale lekarze mówią, że możemy się z nią zobaczyć przez szybę. 
- No to na co czekamy ? Idziemy !

Rzeczywiście wyglądała na słabą. Kiedy nas zauważyła to widać było, że się bardzo ucieszyła.. Siedzieliśmy przy niej jeszcze kilka godzin. W domu byliśmy coś koło 6.00.

Weszłam do mojego pokoju i poszłam pod prysznic, bo nie mogłam zasnąć. Przebrałam się w piżamę i sięgnęłam do mojego pamiętnika. 


Kochany pamiętniczku! 

Ten rok był znośny. Ale ten Sylwester jak z najgorszego horroru. Nie dość, że mama wylądowała w szpitalu w ciężkim stanie, to jeszcze zdradził mnie chłopak jak mnie nie było przez zaledwie pięć minut ! Na szczęście z mamą jest już znacznie lepiej. A Ross'a nie mam zamiaru widzieć na oczy po tym co mi zrobił ! Nienawidzę go za to. Mam nadzieję, że ten rok nie będzie aż taki straszny niż końcówka poprzedniego.

Odłożyłam pamiętnik na stolik i sięgnęłam po telefon. Chciałam sobie włączyć muzykę. Wtedy zauważyłam dziesięć nieodebranych połączeń od Ross'a i sms :

Vanesso, kochanie. Przepraszam. Daj mi się wytłumaczyć. Nie zrobiłem tego umyślnie. Byłem pijany. Bardzo cię przepraszam za to wszystko. Chciałbym się z tobą zobaczyć i porozmawiać na spokojnie. Jeszcze raz przepraszam i czekam, na twoją odpowiedź. 
PS. Kocham cię nad życie, a to zdarzenie to był jeden, wielki błąd.
                                       ~ Ross.

Po przeczytaniu tego sms'a włożyłam słuchawki do uszu i rozpłakałam się. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam..

















Hej, hej Kochani ! Mamy 9. rozdział ! :* Jak Wam się podoba ? Moim zdaniem jest nawet, nawet. Ale to zostawiam do Waszej opinii. Dziękuję Wam za to, że jesteście ze mną i komentujecie. To naprawdę pomaga ! <3 Jak Wam minął tydzień ? Kiedy macie ferie ? Opowiadajcie. Bo mi ferie zaczynają się już od 20. stycznia. Aww. ;3 Tyle wolnego. Już nie mogę się doczekać. Nie rozpisuję się tyle. ^^ Czekam na Wasze komentarze z niecierpliwością. <3 Kocham Was. Buziakii. ;* ;*



Tutaj macie piosenkę R5 - If I Can't Be With You. 






`Beata`






wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 8.

Rozdział 8. - Plany na Sylwestra.

Następnego ranka obudziłam się w pokoju Ross'a. Blondyn leżał obok mnie i dokładnie mi się przyglądał.

- Cześć śpiochu. Wiesz która jest godzina ? - zaczął.
- Hej. No która ?
- Dochodzi 13.00.
- Która ? 
- 13.00.
- A rodzice już są ? 
- Jeszcze nie..
- Młody wstawaj. Starzy za chwilę będą. - oznajmił nam Riker, który wpadł do pokoju na samych bokserkach.
- Dobra, dobra. Już wstajemy.

Po 5 minutach byliśmy już na dole. W kuchni spotkałam Rydel, która wyglądała jak 'wrak' człowieka.
- Rydel, co jest kochana?
- Głowa mi pęka po wczoraj.. Strasznie się czuję.. - mówiła popijając kefir.
- No fakt. Wczoraj nieźle zabalowaliście..
- Naprawdę ? Połowy nie pamiętam.
- No nie dziwię się. Żeby tyle wypić ? Um. Ross zrobił wam zdjęcia. Pokażę wam później. 
- Ok. Mam nadzieję, że wczoraj żadnych głupstw nie robiłam..
- No nie wiem wczoraj pod koniec imprezy chyba graliście w 'butelkę'. Zasnęliście w kółku, a ty kochana spałaś na Ell'u. Tyle ci mogę powiedzieć, bo tyle widziałam.
- O matko ! No to było grubo ! Nie mogę w to uwierzyć. Ale jesteś pewna że ja spałam na Ell'u ?
- Tak na 100% mamy to na zdjęciach.
- No to pięknie. 
- Nie martw się tak. Chyba aż tak nie zabalowaliście.
- Nie zabalowaliście ? A ty ? Nie było ciebie tutaj ? 
- Yyy. No jakiś czas nie. 
- To w takim razie gdzie ty byłaś ? 
- Później ci powiem. Nie teraz bo chyba już są. Później do ciebie zajrzę. Buziak.
- No paa.

Wyszłam przed dom. Widziałam mamę, która właśnie wyciągała torby z samochodu. 
- Cześć mamo ! Jak tam wam minął wasz wypad za miasto ?
- Hej córciu. Świetnie. Pogoda była przepiękna.
- No to się cieszę. - uśmiechnęłam się. - a gdzie tata ? 
- W domu przed telewizorem. Razem z Max'em i Markiem oglądają jakiś ważny mecz.
- Haha. No tak cały tata. Nie przepuści żadnego meczu.
- No dokładnie. Chodź pomóż mi zanieść walizki do domu, bo na tatę to nie można już liczyć. - zaczęłyśmy się śmiać. 

Pomogłam mamie przy obiedzie. Po posiłku pobiegłam sprawdzić jak się czuje Rydel. Zapukałam. Drzwi otworzył mi Ross.

- Hej kotku. Stęskniłaś się już ? - zaczął blondyn.
- Nie tym razem. Przyszłam do Rydel. Jest u siebie ? 
- Jasne.

Po chwili byłam przed drzwiami blondynki. Postanowiłam zapukać.
- Proszę. - odpowiedziała.
- Hej Rydel. Jak się teraz czujesz ? Jak twoja głowa ? 
- Oo. Dzięki. Już lepiej. Naprawdę. Głowa jeszcze mnie boli, ale to już nie jest to, co rano.
- No to super. 
- Tak. Już nigdy się tak nie upiję. Never ! - zaczęłyśmy się śmiać. - A właśnie. Miałaś mi coś powiedzieć.
- Naprawdę ? Co na przykład ? 
- No gdzie byłaś jak ciebie nie było ?
- Wtedy kiedy się tak upiliście ? 
- No raczej.
- Byłam z Ross'em na spacerze.
- Uu. No to opowiadaj jak było.
- No jak było ? Było fajnie i tyle.
- A może zdradzisz coś więcej ? 
- No to tak. Byliśmy na spacerze. To już wiesz. Poszliśmy nad ocean. Patrzyliśmy w gwiazdy. Potem zaczęło padać i..
- I co ? 
- Całowaliśmy się, a potem poszliśmy do mnie na chwilę i wtedy wróciliśmy do domu. Następnie..
- Czy ja dobrze słyszałam ? Całowaliście się i poszliście do ciebie ? 
- Tak dobrze słyszałaś. Kiedy wróciliśmy do was to wszyscy spali a ty kochana na Ell'u.
- Tak, tak. Wiem. Mówiłaś mi to już i proszę. Zapomnijmy o tym.
- Haha. Chciałabyś. 
- No ej ! 
- No dobra, dobra. Niech ci już będzie.
- No i oto mi chodziło.
- Poczekaj chwilę. Telefon mi dzwoni.
- Ok ok. Odbierz.
- To Ross.

*rozmowa telefoniczna*
- Tak Ross ?
- Kochanie. Przestań plotkować z Rydel i chodź do mnie. Jestem samotny. Smutno mi tu bez ciebie.
- A gdzie ty jesteś ? 
- No u siebie w pokoju. To przyjdziesz mnie pocieszyć ?
- Hahaha. Coś jeszcze ? 
- Tak. Chodź tu. Rydel sobie poradzi sama. Jest już dużą dziewczynką. To przyjdziesz ? 
- Zastanowię się.
- Masz minutę.


- Nie, nie. Rydel. Ten twój brat jest niesamowity.
- Czego znowu chciał ten małolat ? 
- Dzwonił żeby mi powiedzieć, że czeka na mnie w swoim pokoju. 
- Haha. Tego można było się po nim spodziewać. Widzisz jaki z niego leń ? 
- Tak. Widzę. - zaczęłyśmy się śmiać.
- To idź do niego. 
- Nie. Jak jest takim leniem to niech sobie jeszcze poczeka.
- A właściwie masz rację.

W tam samym momencie do pokoju wszedł Ross.
- Dosyć tego dobrego. - zaczął blondyn.
- Ross, może byś zapukał ? - wtrąciła Rydel.
- Ja tylko na chwilę. Przyszedłem po coś mojego.- blondyn wziął mnie na ręce.
- Ross, co ty wyprawiasz ? Puszczaj mnie.
- Yy. Nie.
- Rydel zrób coś. - dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko zaczęła się śmiać. - No dzięki. Taka z ciebie przyjaciółka ? 

Było za późno. Ross już wyniósł mnie do swojego pokoju.

- Ok. Jesteśmy tu gdzie chciałeś. Teraz już możesz mnie puścić. - warknęłam.
- Lubię jak jesteś na mnie zła.
- Puszczaj mnie ! Ale migiem.
- No już, już. - puścił mnie. - Zadowolona ?
- Bardzo.
- Skoro już cię puściłem, to może teraz przejdziemy do 'innej' czynności ? 
- Nawet o tym nie myśl. Nie ma mowy. Nie teraz.
- No dobrze. Niech ci już będzie..
- No i za to cię kocham.
- Za co ? 
- Za wszystko. - dałam mu buziaka w policzek.
- Kocham cię.
- Wiem.
- Umm. Znalazłem w necie jakiś nowy klub. Może byśmy poszli się pobawić w ten ostatni dzień roku ? Co ty na to ?
- Świetny pomysł. Ale mam jeden warunek. 
- Jaki ?
- Pójdziemy wszyscy razem.
- Co ? 
- Tak. Albo idziemy wszyscy razem, albo idziesz sam. Wybieraj.
- Dobrze, już dobrze. Pójdziemy wszyscy razem. 
- No i oto chodziło. - pocałowałam go. Odruchowo spojrzałam na zegarek. - Przepraszam cię kochanie, ale muszę już iść. Obiecałam, że będę w domu na kolację.
- Dobrze. Leć już. Odezwę się.
- Paa. Kocham cię.

Po chwili byłam już w domu. Zjadłam kolację, wzięłam prysznic i poszłam spać. Zasnęłam z muzyką w słuchawkach.

*31. grudnia*

Obudziłam się coś koło 10.00. Zeszłam do kuchni na śniadanie. Mama wiedziała, co co zrobić. Usmażyła moje ukochane naleśniki. Zaraz po posiłku poszłam szukać sukienki na dzisiejszą zabawę. Nic nie mogłam znaleźć, dlatego zadzwoniłam po Olivię. Ona ma zawsze jakieś ładne sukienki. A poza tym pomoże mi się uczesać. Włączyłam muzykę i postanowiłam zobaczyć, co ciekawego się dzieje w internecie.

Dziewczyna przyszła około 15.30. Najpierw zrobiła mi makijaż, potem uczesała włosy, a na koniec włożyłam sukienkę i buty które mi przyniosła :
  

Z włosów zrobiła mi loki. O 18.00 byłam już gotowa i postanowiłam pójść pomóc Rydel. Blondynka zdecydowała się na sukienkę w jej ulubionym kolorze - różu. 
Wyglądała w niej przepięknie. Chłopaki (oprócz Ell'a) zdecydowali się na mniej elegancki ubiór. A mianowicie ubrali t-shirt, jeansy, marynarkę i trampki. A Ell wskoczył w garnitur, żeby (jak on to twierdził) nie wyglądał jak ciołek i podobał się Rydel. Coś koło 20.00 byliśmy już w klubie. Zapowiadała się świetna zabawa..Lecz wtedy nie wiedziałam jeszcze co się miało za kilka godzin wydarzyć.. 









Witam Was Kochani ! Mamy już 8. rozdział ! *.* Jak wam się podoba ? Moim zdaniem jest trochę nuudny. Ale to tylko moja opcja.Wiem, że miałam dodać ten rozdział wcześniej, ale miałam bardzo dużo pracy i nie miałam czasu go dodać. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie. ;* Jak tam po Sylwestrze ? Opowiadajcie. Czekam na wasze komentarze, które bardzo motywują. Nie rozpisuję się dużo. Postaram się dodać kolejny rozdział pod koniec tego tygodnia lub zaraz po weekendzie. Powodzenia w szkole ! <3
Pa pa. Kocham Was !  <3 <3 

Poniżej macie piosenkę Demi Lovato - Neon Lights. ;* ;*



`Beata`

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 7.

Rozdział 7. - Urodziny Ross'a !

Kochany pamiętniczku !

Jej ! Te święta minęły tak szybko ! Dziś (29.12) jest dniem wyjątkowym dla mojego miśka. To właśnie dziś kończy 18. rok życia i od dziś jest pełnoletni !

*
Po śniadaniu umówiłam się z Olivią na zakupy. Długo chodziłyśmy po galerii i za nic nie mogłyśmy Ross'owi nic sensownego wybrać. Kiedy wróciłyśmy do domu wpadłyśmy na świetny pomysł. 
- Ej ! A może podarujesz mu siebie w prezencie. - rzuciła Olivia.
- Ale jak ? 
- No normalnie. Ubierzesz się jak milion dolarów, umalujemy cię ładnie i włosy zawiążemy ci w kokardkę. To musi się udać !
- No dobrze. To może być nawet świetny pomysł. - oznajmiłam. 
Zaczęłam się już powoli przygotowywać. Wybrałam to : 

a włosy spięłam w kokardkę. Po jakichś dwóch godzinach byłam gotowa.
*
O 16.00 byłam już pod domem Lynch'ów. Pech chciał, że zaczęło padać. Zapukałam i stanęłam tyłem do drzwi. Otworzył Ross z takimi słowami :
- Dzień dobry! Szuka pani kogoś ? 
- Tak, ciebie ! - powiedziałam, odwracając się do niego.
- Wow ! Kochanie, wyglądasz zjawiskowo ! - zaczął mnie całować. 
- Wszystkiego najlepszego misiaczku ! I przepraszam cię, że nie mam dla ciebie prezentu. Nie mogłam dla ciebie nic odpowiedniego znaleźć.
- Nic nie szkodzi kochanie. Ty jesteś dla mnie najlepszym prezentem na świecie ! - powiedział jeszcze raz mnie całując. - A prezent sobie jeszcze wybiorę. - spojrzał na mnie maślanymi oczami i 'puścił' mi oczko. - Kocham cię !
- Dobrze. - uśmiechnęłam się do niego. - Ja ciebie też. 
Po chwili byliśmy już w środku. W salonie było bardzo dużo ludzi. Wszyscy się wspaniale bawili. Postanowiłam opuścić to miłe towarzystwo i poszłam pomóc Rydel w kuchni.
- Hej, rydel. Może ci pomóc ? - spytałam.
- Oo. Kochana ! Z nieba mi spadłaś.
- Świetnie. To co mam robić ? 
- Możesz mi pomóc przy ozdabianiu tortu dla Ross'a. 
- Ok. 
Przygotowywałyśmy ciasto plotkując sobie jak zawsze. Przeszkodził nam Ell, który przyszedł poprosić Rydel do tańca. A że był troszkę 'wstawiony' to już mniejsza. 
- Rydel, serce ty moje. Chodź ze mną zatańczyć. - zaczął chłopak.
- Ell. Nie przeszkadzaj mi teraz. Nie widzisz, że jestem trochę zajęta ? Przyjdę za chwilę. - zaczęła się bronić blondynka.
- Obiecujesz ? 
- Obiecuję. 
- Wow. Rydel. Nic mi nie mówiłaś, że masz adoratora. No proszę, proszę. - rzuciłam.
- Van, nie nabijaj się. On nie jest żadnym moim adoratorem.
- Tak ? A jak wytłumaczysz to : "Rydel, serce ty moje" - zaczęłam naśladować Ell'a.
- Po prostu bredzi po alkoholu. Zresztą jak zawsze.
- Ty się tłumacz a ja swoje wiem.
- To tą twoją wiedzę zachowaj dla siebie. - powiedziała z uśmiechem. - A teraz chodź. Trzeba zanieść tort.
*
Weszłyśmy do salonu z tortem, chłopaki wzięli gitary i zaśpiewaliśmy Ross'owi 'Sto lat!'. Chłopak był bardzo zaskoczony. Po piosence każdy złożył mu życzenia. W końcu przyszła kolej na mnie. 

- No to tak kochanie. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, żebyśmy na zawsze byli razem, udanych koncertów i wszystkiego, wszystkiego najlepszego. Kocham cię misiu !
- Van, kochanie. Ja ciebie też kocham. - dałam mu buziaka. Przytuliliśmy się, a on dał mi jakąś karteczkę i szepnął mi do ucha. - Nie pokazuj tego nikomu. Będę czekał.
*
Po jakimś czasie pod pretekstem skorzystania z toalety wyszłam z przyjęcia i przeczytałam to, co mi napisał Ross. 


"Vanesso, kochanie ! Zrywajmy się stąd. Będę czekał na ciebie o 18.00 w  ogrodzie. Mam nadzieję, że przyjdziesz. Czekam. 
                                  ~Ross."


Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 18.00. więc postanowiłam przejść niespostrzeżenie obok nieźle bawiącego się tłumu i pójść w wyznaczone przez Ross'a miejsce. Po chwili zobaczyłam ukochanego. Na przywitanie dałam mu buziaka.
- Dziękuję, że przyszłaś. - ucieszył się blondyn.
- Tak. A pro po to, po co nas tutaj ściągnąłeś ? Nie podoba ci się przyjęcie ?
- Podoba i to bardzo. Ale myślałem, że ten wieczór spędzę z moją dziewczyną sam na sam. 
- Oo. Jakiś ty słodki. 
- Wiem. A teraz chodź. Zmywajmy się stąd zanim się zorientują, że nas nie ma.
- To gdzie idziemy ? - spytałam.
- Zobaczysz.
*
Po około 20 min. byliśmy już na miejscu. Ross pokazał mi takie urocze miejsce na plaży.
- Ross. To miejsce jest przepiękne ! 
- Wiem. Zawsze tutaj przychodzę, żeby pomyśleć, lub napisać piosenkę. To jest takie magiczne miejsce dla mnie. Wiesz co ci powiem ? Nikt poza mną chyba nie wie o tym miejscu. Jak tutaj przychodzę to odcinam się od całego świata.
Położyliśmy się na piasku, patrzeliśmy się w niebo pełne gwiazd. Po chwili Ross zaczął mnie całować coraz bardziej i bardziej. Nawet się nie spodziałam, kiedy leżał na mnie.
- Yy. Ross ? Co ty robisz ? 
- No proszę. Przecież sama się zgodziłaś dziś, żebym sam wybrał prezent. - zrobił minę szczeniaczka.
- Tak. To prawda. Ale tutaj  ?
- Tutaj nikt nam nie będzie przeszkadzał. - zaczęło padać.
- Mam lepszy pomysł. Chodźmy do mnie. W domu nikogo nie ma. Tam możemy się zabawić, jeśli chcesz.
- A co z twoimi rodzicami ? 
- Są z twoimi poza miastem. Wzięli też Max'a więc dom stoi pusty. To jak ? Idziesz ? 
- Czy już ci mówiłem jak bardzo ciebie kocham ? 
- Z milion razy. - zaczęliśmy się śmiać.
Nagle Ross zaczął mnie namiętnie całować.

Kiedy zaczęło już tak poważnie padać pobiegliśmy do mojego domu i spełniłam urodzinowe życzenie Ross'a.

*w tym samym czasie na przyjęciu urodzinowym*

Zabawa była przednia. Wszyscy byli już po paru drinkach i nawet nie spostrzegli się że nie ma Vanessy i Ross'a. Nagle Rocky wymyślił, aby się zabawić w butelkę. Wszyscy się zgodzili i po chwili siedzieli w kole. Pierwszy zakręcił Ell. Wypadło na Rydel. 
- Rydel. Kotku. Przyznaj że mnie lubisz bardziej niż przyjaciela. - powiedział Ell.
- Kotku, lubię kiedy nie pijesz tak dużo i nie masz takiej 'fazy'. - wszyscy zaczęli się śmiać.
- Oo. Ell. Ale ci powiedziała. Buu ! - wtrącił Riker.
- Odczep się i grajmy dalej. - odburknął Ell.

Gra toczyła się dalej.. Z którymś razem zakręcił Rocky i wypadło na Ell'a.

- No kolego. Twoim zadaniem jest to, że masz pocałować Rydel.
- ŻE CO ?!! - krzyknęła Rydel. - Nie ma mowy ! Nie zgadzam się na to ! - chociaż w głębi serca bardzo tego pragnęła.

Jak było powiedziane tak też się stało. Rydel pocałowała się z Ell'em. Po chwili wszyscy zaczęli bić brawa. 
- Dobra, dobra. Napatrzeliście się już ? To w takim razie gramy dalej! - krzyknęła Rydel. Widać było, że dziewczyna dopiero się rozkręcała. 

*w tym czasie u Vanessy w pokoju*

Ross i Vanessa leżeli nago na łóżku.
- Dziękuję ci Van za taki wspaniały prezent urodzinowy.
- Nie ma za co blondasku. 
- Chodź już trochę czasu minęło. Ubieramy się i idziemy zobaczyć jak tam się bawi nasze towarzystwo.
- Tak. Idziemy. Ciekawa jestem czy się zorientowali, że nas nie ma.
- Szczerze ? Wątpię.

Po 5 minutach zakochana para była już u Lynch'ów. Weszli do salonu i nie wierzyli własnym oczom. Całe towarzystwo spało. Rydel leżała na Ell'u, a ten ją tulił. Całe zdarzenie wyglądało komicznie. Przez chwilę Ross śmiał się, lecz po chwili ucichł. 
- Hmm. Ciekawe, kto tutaj teraz posprząta ten cały bałagan ? - zastanawiał się Ross.
- No jak to kto ? Wypadło, że my. Trzeba to ogarnąć, bo jutro twoi rodzice rano wracają. A więc nie może to wszystko wyglądać tak, jak teraz.
- No fakt. Trzeba się brać do pracy.. 

Ross zaczął od umieszczenia 'imprezowiczów' w ich pokojach, lecz najpierw porobił im kilka zdjęć, żeby następnego dnia się z nich pośmiać.

- Haha. No proszę, proszę. Nawet moja poukładana siostra się upiła do nieprzytomności.. - śmiał się. - Ale jutro będę się z nich śmiał. Szczególnie z Rydel i Ell'a. Oni wyszli najbardziej komicznie.
- Ross. Nie nabijaj się tak. Tylko zanoś ich i pomóż mi sprzątać.
- Dobrze, dobrze. Moment.

Po około dwóch godzinach dom był wysprzątany. Mi z Rossem nie chciało się jeszcze spać, więc postanowiliśmy obejrzeć jakąś komedię. Podczas oglądania filmu zasnęłam w objęciach Ross'a.









No i mamy 7. rozdział! ^^ Co prawda miałam w planach dodać go wieczorem w Sylwestra, ale wyjeżdżam, więc dodaję go dzisiaj. Wyszedł mi tak, jak wyszedł. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Czekam na wasze komentarze. Życzę udanej zabawy w Sylwestra i nie zabalujcie tak jak bohaterowie wyżej. Hehe. Następny ukaże się jeszcze w tym tygodniu. :D Tak więc jeszcze raz udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku ! Buziaki :* :* <3

A tutaj macie nowiutki cover R5 ! Zakochałam się w tym wykonie ! *.* <3







`Beata`











niedziela, 29 grudnia 2013

Happy Birthday Ross !

Happy birthday to you, happy birthday to you, happy birthday to you Ross, happy birthday to you !

Wszystkiego najlepszego Rossy !


















Remember Polish R5ers loves you !


`Beata`

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział 6.


Rozdział 6. - My wish come true !! [c.d.]

[...]

Usiedliśmy na łóżku, włączyliśmy muzykę i zaczęliśmy rozmawiać.

- Ross, jak ty w ogóle mnie tutaj znalazłeś ? 
- Dla chcącego nic trudnego. Po prostu musiałem tutaj przyjechać.
- No ale przecież miałeś koncert..
- No to co.. Ty jesteś ważniejsza niż jakiś tam koncert. Zawsze można go przełożyć. 
- Ale jak ci się w ogóle udało przekonać Riker'a do tego wszystkiego ? 
- Ciężko było, ale jakoś się udało. No i oczywiście pomogła mi w tym Rydel.. A poza tym, to nie mogę przestać o tobie myśleć. Zwariował bym z tęsknoty, gdybym ciebie nie zobaczył w te święta..
- Jesteś taki kochany..
- Wieem. Heh. Umm. Obiecuj, że zrobisz coś dla mnie.
- Co tylko chcesz.
- Przełożyliśmy ten koncert na 25. grudnia, czyli jutro. I mam pytanie. Poleciałabyś ze mną ? 
- Ja ? No nie wiem..
- Proszę. Bo jak nie..
- Jak nie to co ? 
- To ci coś zrobię. - mówił przybliżając się do mnie.
- Już się boję.
- Bój się. 

Blondyn zaczął mnie łaskotać tak mocno, że się rozpłakałam ze śmiechu. 

- Ross, już dość. Wystarczy. Tak. Tylko przestań.
- Co tak ?
- Pojadę z tobą głuptasie..
- Naprawdę ? 
- Taak. Tylko przestań mnie łaskotać. 

Puścił mnie i wtedy zaczęliśmy się całować.
*
Obudziłam się rano, a obok mnie w łóżku leżał Ross.

- Dzień dobry śpiochu !
- Dzień dobry ! - odpowiedziałam. Po chwili, kiedy doszłam do siebie zerwałam się z łóżka i spytałam :
- Ross, czy.. My ..
- Co ? Niee. Nic z tych rzeczy. 
- Na pewno ?
- Tak. Przecież nic byśmy nie robili bez twojej zgody. Możesz być o to spokojna.
- Uff. Ale mi ulżyło. 

Leżeliśmy jeszcze chwilę, po czym zaczęliśmy się ubierać. Po około 20 minutach byliśmy już na dole na śniadaniu.

- Riker, to kiedy mamy samolot ? - spytał Ross.
- O 13.00. Tak więc zaraz po śniadaniu musimy iść się pakować.
- To znaczy Vanesso, że wyjeżdżasz razem z nimi ? -  wtrąciła moja babcia.
- Tak babciu, ale po koncercie na pewno cię odwiedzę. Obiecuję. - powiedziałam uśmiechając się do niej. 
- Tato, czy byłbyś taki dobry i zawiózł byś nas na lotnisko ? - spytałam.
- Oczywiście kochanie. Zawiozę was.
*
Po posiłku poszliśmy się pakować. 
- Kilka chwil później wzięliśmy nasze torby i zeszliśmy na dół, słysząc dobiegające z zewnątrz kłótnię. Po chwili już wiedzieliśmy o co chodziło.. Każdy z nas miał małą walizkę, ale za to Rocky wziął wielką 'walizę'. 

- Rocky! Czyś ty zwariował ? Jedziemy tam tylko na dwa dni, a nie na całą wieczność. - oburzył się Riker.
- Przestań się mnie czepiać. Dobrze, że ty wziąłeś taką mała. Bynajmniej moja się zmieści. - odpowiedział brunet.
- Ej, ej, ej ! Chłopaki ! Przestańcie się kłócić o taką błahostkę. Są święta! - wtrąciłam.
- Van ma rację. Uspokójcie się. - poparł mnie Ross.
- A ty co taki święty ? - krzyczał Riker.
- A ty co taki nerwowy ? Idź się lepiej przebadaj. Nerwica jakaś ciebie chyba dopadła.. - powiedział blondyn. 
- Ross. To nie było miłe. - wtrąciłam. - Przeproście się nawzajem i bądźcie wreszcie cicho. - o dziwo posłuchali się mnie i zrobili tak, jak im kazałam.

Po 15 minutach byliśmy już na lotnisku. Pożegnałam się z rodzicami i polecieliśmy do Miami. 
Wylądowaliśmy coś koło 16.00. Pojechaliśmy zaraz do hotelu, aby się zameldować. 

*po chwili w lobby hotelu*

- Mam rezerwację w tym hotelu. Na nazwisko Lynch.- powiedział Riker do recepcjonistki.
- Tak. Dwa pokoje. Jeden czteroosobowy, a drugi dwuosobowy. Zgadza się ? - odpowiedziała kobieta.
- Przepraszam bardzo, że przerywam, ale mam pytanie. - wtrącił Ross. - Czy macie jeszcze jakieś wolne pokoje ?
- Proszę poczekać. Zaraz sprawdzę.
- Ross, co ty wyprawiasz ? Po co ci osobny pokój ? Z chłopakami się nie pomieścisz w jednym ? - spytałam, lecz mi nie odpowiedział..
- Tak proszę pana. Mamy jeszcze jeden wolny pokój. Dwuosobowy. - odparła kobieta.
- Świetnie. Bierzemy. - powiedział blondyn.
- A więc tak. Rezerwacja pozostaje taka sama tylko dodajemy jeszcze jeden pokój. Tak ? 
- Tak. - powiedział Ross. 
- Ale ty płacisz ze swojego za ten twój dodatkowy pokój. - wtrącił Riker.
- Proszę bardzo. Oto karty do państwa pokoi. Życzę miłego pobytu. - odpowiedziała recepcjonistka, odprowadzając nas wzrokiem. 
*
Po chwili byliśmy już w swoich pokojach. Riker, Rocky i Ell w jednym, w drugim Rydel, a w trzecim ja z Ross'em.

- Ross. Powiedz mi po co ci ten pokój ? 
- A nie chcesz pobyć ze mną trochę sam na sam ? 
- Nie no. Chcę. I to bardzo. - odpowiedziałam. 
Po czym blondyn zaczął mnie całować, co raz bardziej i bardziej. Te piękne chwile przerwało nam pukanie do drzwi. 
- Poczekaj Van. Pójdę zobaczyć kto to.
- Nigdzie się stąd nie ruszam.

Wrócił po 5 minutach.
- Kto to był ? - spytałam.
- Rocky i Ell. Przyszli przypomnieć nam, że mamy o 18.00 być w lobby, bo koncert jest o 19.00.
- To super.
- Tak. Mamy większą godzinkę dla siebie. To co robimy ? - spojrzał na mnie tym swoim powalającym wzrokiem. 
- A nie wiem. A co chcesz robić ? 
Chłopak spojrzał mi prosto w oczy, wziął mnie i zaniósł na łóżko. Po czym powiedział : 
- Już ty dobrze wiesz, co ja chcę robić. - położył się na mnie i zaczął namiętnie całować.
- Ekhm. Ross.
- Tak ? 
- A czy ja się na to zgodziłam ?
- Tak.
- Przypomnij, bo nie pamiętam.
- No dobra. Nie. No więc tak. Czy chcesz się ze mną zabawić ? 
- W co ?
- Nie baw się ze mną w kotka i myszkę. Przecież wiem, że tego chcesz tak samo jak ja. 
- Ale czego ? 
- To jak ? Zgadzasz się ? 
- Tak. - powiedziałam całując go w szyję.
*
Nasza 'zabawa' nie trwała długo. Tym razem dzwoniła do mnie Rydel. 
- Tak ? Co się stało Rydel ? 
- Van. Złaźcie na dół. Spóźnimy się na koncert. 
- Która godzina ? 
- Już dawno mieliśmy tam być.
- Ok. Już schodzimy.

Ubraliśmy się szybko i zbiegliśmy do lobby. Riker był wściekły. Podczas drogi mówił, że pogadamy sobie później, po koncercie.
*
Nadeszła godzina 18.00. Zespół punktualnie wszedł na scenę i zaczął od piosenki :




Ja oczywiście stałam za kulisami. Po tej piosence zaczął mówić Ross. 
- Cześć Miami ! Jak się bawicie ? Tę piosenkę dedykuję mojej wymarzonej dziewczynie, którą kocham ponad życie. Ona wie o kim ja mówię.- mówił uśmiechając się do mnie.
Po chwili zespół grał dalej. Na początku zaczął śpiewać Riker, a zaraz po nim Ross. 


Riker:
Oh no, here we go
Hear your voice on the radio
Like every single song
Is about you

Ever sec that we spend
Lots of mess stuck up in my head
Got me so distracted
And confused

Ross:
Baby I think I've lost my mind
Feels like it crashed into my life
I keep on losing track of time
I'm so messed up
Yeah
I'm so messed up

I can't remember what I did tonight
Or even yesterday
Like dude, where's my car?
Excuse me, what's my name?
Someone get me this close
I can't remeber who
My mind's a total blank
But I just can't
Forget About You
Forget About You
[...]

Zespół zaśpiewał jeszcze kilka piosenek. Koncert zakończył się około 20.30.
Rydel i chłopaki zostali żeby rozdawać autografy, a ja postanowiłam wrócić do hotelu. 

Kiedy Ross wrócił do pokoju ja już spałam.
*
 Następnego dnia zaraz po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną do San Francisco. Z lotniska odebrał nas Max. Ostatni dzień świąt Bożego Narodzenia spędziliśmy a gronie rodzinnym.


*27. grudnia - LA*

Kochany pamiętniczku !

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia były magiczne ! Wyjechaliśmy do babci, do San Francisco. Specjalnie dla mnie Ross odwołał koncert R5 i przyjechał do mnie z całą 'paczką'. Spełniło się jedno z moich najskrytszych marzeń. Ross i ja jesteśmy parą. Podczas pierwszego dnia świąt polecieliśmy do Miami, gdzie w tym czasie R5 grało koncert. No i właśnie w Miami, z moim wymarzonym chłopakiem przeżyłam ten swój 'pierwszy raz'. Jestem taka podekscytowana. Te święta były jak z bajki.








Kochani ! No i mamy 6. rozdział. Wyszedł mi dłuższy niż się spodziewałam. Moim zdaniem jest trochę nudny, ale to już zostawiam waszej opinii. Jak tam minęły wam święta ? Bo mi nawet, nawet. Niedługo Sylwester i Nowy Rok ! Jej ! *.* Cieszycie się ? Jak będziecie go spędzać ? Z przyjaciółmi czy bardziej z rodziną ? Dobra. Koniec tych pytań. ^^  Do rzeczy. Chciałam wam życzyć z całego serca wesołego i udanego Sylwestra i oby ten rok, który będzie był lepszy od poprzedniego (2013). Liczę na wasze opinie i komentarze, które dodają mi siły i weny do pisania tego oto bloga. Mam nadzieję, że ten rozdział się wam spodoba. Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego na ten Nowy Rok i Udanej zabawy w Sylwestra ! :* <3
PS. Zaczęłam się bawić w robienie kolaży. Macie tutaj jeden z nich, tylko nie patrzcie na moją osobę, bo wiem, że jestem brzydka, ale ktoś chciał, żebym to zdjęcie tam umieściła. :*
Buziaki. :* :*




` Beata`