środa, 28 maja 2014

Rozdział 20.

Rozdział 20. - Gwiazda filmowa ? 


[...]

- To gdzie idziemy najpierw ? - spytałam. 
- Hm.. Może do galerii ? - odpowiedziała blondynka i i poszłyśmy..

Po około pięciu minutach byłyśmy na miejscu. Postanowiłyśmy najpierw obejść wszystkie sklepy, później pójść na naszą ulubioną kawę.
Na początek weszłyśmy do naszego ulubionego sklepu z ciuchami. Kupiłam sobie miętową sukienkę, a Olivia t-shirt z flagą USA. Później poszłyśmy jeszcze do kilku innych sklepów. po czym postanowiłyśmy wejść do kawiarni..

- Yy. Alex, chodźmy może lepiej do innej kawiarni.. Tu jest za dużo ludzi..
- Co ty pleciesz Liv. Przecież tutaj prawie nikogo nie ma..
Olivia zaczęła się dziwnie zachowywać i zasłaniać mi coś, żebym nie zobaczyła..
- Liv, co ty odwalasz ? 
- Nic. Po prostu nie chciałam, żebyś to zobaczyła.. 
- Zobaczyła co ? - spytałam, a Olivia pokazała mi Ross'a siedzącego przy stoliku z jakimiś dwoma kobietami.. Jedną z nich rozpoznałam. To była Emily..

- Co za gnojek ! Zaraz tam pójdę i mu wygarnę to, co o nim myślę !
- Nie, Alex. Mam lepszy pomysł..
- Jaki ?
- Zadzwoń do niego i spytaj co robi itp. Może powie ci prawdę..
- Fakt. Dzięki kochana. Dzwonię. 

Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam. Widziałam jak się wahał, czy odebrać, czy nie, ale w końcu odebrał..

- Cześć kochanie. - powiedział.
- No hej. 
- Co się stało, że dzwonisz ?
- A nic takiego. Tak z nudów. Siedzę sobie sama w domu.. Może byś przyszedł do mnie ? Chcę pogadać.
- Ok. Przyjdę, tylko wieczorem.. Teraz nie mam zbytnio czasu, bo załatwiam coś na mieście.. 
- A co to za ważna sprawa ?
- Nie mogę ci powiedzieć. 
- Aha. Ok. To pa.
- Pa. Kocham cię. - powiedział blondyn i się rozłączył..



- Jaki bezczelny... - powiedziałam siadając na pobliską ławeczkę.
- Co się stało ?
- Wiesz co mi powiedział ?
- Yy. No nie.. Mów.
- Powiedział, że ma bardzo ważną sprawę, ale nie może mi nic powiedzieć. Aa. I na koniec powiedział, że mnie kocha.. Ale ściema. Mówi, że mnie kocha i w tym samym czasie umawia się z dwiema innymi dziewczynami.. Co on kur*a kocha cały świat ?  W ogóle jak on tak może ?
- Nie wiem. Ale nie przejmuj się nim. Na pewno to wszystko da się jakoś wyjaśnić. 
- Tak ? Ciekawe jak ?
- No normalnie.. 
- Może masz rację.. Ma do mnie dzisiaj przyjść wieczorem, to z nim porozmawiam.. 
- No i dobrze. Pogadacie sobie i wyjaśnicie wszystkie zagadki..
- Hehe. Może faktycznie masz rację. Wiesz co ?
- No co ?
- Wspaniała jesteś. 
- Aww. Jak słodko. Dobra chodźmy do jakiejś innej kawiarni na dobre ciacho i latte. - powiedziała Olivia i poszłyśmy.
*

Weszłyśmy do kawiarni, usiadłyśmy i zamówiłyśmy moją ulubioną szarlotkę z cynamonem i lodami oraz latte. Siedziałyśmy sobie i rozmawiałyśmy, kiedy Olivia nagle coś zauważyła.. 

- Ej, Alex, czy to nie jest przypadkiem twój ojciec ?
- Gdzie ?
- Odwróć się. Tam w rogu po twojej lewej stronie..
- Ty.. Faktycznie. I ciekawe, co to za ciekawa pani. Straszny potwór.. - wybuchnęłyśmy śmiechem. - Poczekaj mam pomysł.. Tylko nagrywaj.
- Co ty chcesz zrobić ? 
- Zobaczysz.. - powiedziałam do Liv i poszłam do stolika mojego ojca.


- Cześć tatuś. Co za niespodzianka..
- Witaj słoneczko. Co ty tutaj robisz ?
- A to co ty. Siedzę, piję kawkę, plotkuję z koleżanką.. A może przedstawisz mi swoją nową koleżankę ?
- Skoro chcesz. To jest Elizabeth. Elizabeth to jest moja córka Alexandra. 
- Miło mi ciebie poznać dziewczynko.. - dziewczynko ? Mam w tym roku 19., a ona do mnie mówi dziewczynko ? Grr.
- Mi panią również. - uśmiechnęłam się od niechcenia.. Ma pani fajną sukienkę.
- Dziękuję. 
- Poszerza panią. 
- Słucham ? 
- Nic, nic. Tato widzę, że pijecie winko. Mogę łyka ?
- Skoro chcesz. - wzięłam kieliszek wina i wszystko wylałam na sukienkę Elizabeth..
- Ty bachorze ! Jak mogłaś ?
- Ups ! Przepraszam. Ostatnio tak mi jakoś ręka się trzęsie.. Ale niech się pani nie martwi. Tatuś na pewno kupi pani nową..
- Kochanie, wychodzę. Nie wytrzymam tego dłużej.. Jak skończysz to przyjedź do mnie do domu.. 
- Dobrze kochanie. - odpowiedział. Boziu, jaki się z niego robi pantoflarz na starość..
- Alex, co to za szopka ? - wtrącił mój ojciec.
- No właśnie tato, co to za szopka ? Co ty odstawiasz ? Nie masz wyrzutów sumienia ? Zdradzasz mamę z babsztylem tylko o 1% ładniejszym od diabła.. Tato. Nie wstyd ci ?
- Tak, wstyd mi, ale ze ciebie.
- Wiesz co. A mi wstyd, że jesteś moim ojcem. Żałuję, że ciebie w ogóle znam. Teraz widać, jaki jesteś naprawdę.. A z moją mamą ożeniłeś się tylko dla pieniędzy.
- Słucham ?
- Taka jest prawda.. Chcesz więcej faktów ?
- Już wystarczy.. Nie przy ludziach.
- No widzisz. Ludzi się boisz ? Jesteś tchórzem. Skończonym tchórzem.
- Odszczekaj to młoda damo.
- Nic nie będę odszczekiwać. Psem nie jestem. Miłej randki.. Cześć ! - powiedziałam i podeszłam do Olivii.


- Kochana! To było epickie! - powiedziała Liv.
- W to nie wątpię..
- Hahaha. Tak. Mam wszystko nagrane. 
- Super. Chodźmy do parku. Na dziś mam już dosyć kawiarni. - wyszłyśmy i nagle zatrzymał nas jakiś facet.


- Przepraszam. Dziewczyny, możecie chwilkę poczekać. Chciałbym porozmawiać. 
- Dobrze. Słuchamy.
- Tak się cieszę, że byłem w tej kawiarni, kiedy pani zrobiła to coś. - zwrócił się do mnie.
- Yy. To fajnie. Cieszę się, że się panu podobało.. 
- Przepraszam. Nie przedstawiłem się. Jestem James Miller z 20th Century Fox. Właśnie kręcimy nowy film. Jeżeli masz ochotę, to zapraszam cię jutro na 10.00 na spotkanie..
- Aaaa! Naprawdę ? Zawsze chciałam zobaczyć jak się kręci film..
- To znaczy, że się zgadzasz ?
- Tak. 
- Tylko wiedz, że nie tylko zobaczysz jak się kręci film, ale w nim zagrasz. Jesteś idealną osobą, której nam właśnie brakuje.. Oto moja wizytówka. W razie jakiś problemów dzwoń.
- Dobrze. Dziękuję panu bardzo..
- To ja dziękuję. Do zobaczenia jutro.
- Do widzenia. - odpowiedziałam i poszłyśmy..


- Aaaaa! - zaczęłam się drzeć. Olivia! Rozumiesz co się stało.. - zaczęłam się drzeć.
- Tak. dostałaś rolę filmową w jednej z największych amerykańskich wytwórni filmowych.
- Ale się cieszę. Na początku myślałam, że ta jest jakiś żart.. A potem jak ten facet dał mi swoją wizytówkę, to wtedy uwierzyłam, że nikt mnie nie wkręca.. 
- Tak się cieszę kochana. Będę miała przyjaciółkę, która będzie gwiazdą filmową.
- Oj tam do razu gwiazda filmowa.. Pewnie dostanę jakąś króciutką rolę. Pewnie jedno zdanie i tyle..
- Nie marudź. Może i dostaniesz tylko jedno zdanie, ale jak cię już ktoś zauważy, to będziesz rozchwytywana.. Zobaczysz. Ja ci to mówię. 
- Haha. Dobry żart. - powiedziałam.
*

Weszłyśmy właśnie do parku i postanowiłyśmy usiąść obok skateparku. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Trochę o dzisiejszym wydarzeniu, chłopakach, Rossie i Rikerze.. Trochę mnie to zdziwiło, bo Liv i Riker widzieli się tylko kilka razy w życiu, (z tego co wiem) a tyle o nim wiedziała.. Szkoda, że wyjeżdża, bo była by z nich niezła para.. 

- Ej. Widzisz te ciacha ?
- Jakie ? - spytałam. 
- No tam na deskorolkach. 
- No tak. I co ?
-Aww. Chyba idą w naszą stronę.
- Olivia ! 
- No co ? 
- Nic, nic.
- Tak sobie tylko marzę. Niewolno ?
- Wolno, wolno.


- Cześć dziewczyny. Co tam u was ? 
- A ok. A u was ?
- Też. Umm. Ja jestem Jacob, to jest Lucas i Daniel.
- A ja jestem Olivia, a to Alex.
- Miło nam was poznać. - powiedział Lucas.
- Nam też. To czym się zajmujecie ? Jakie są wasze zainteresowania ? - spytał Daniel.


Rozmawialiśmy z nimi chyba z godzinę. Potem wymieniliśmy się numerami. Haha jak to określiła ich Olivia : "Fajni i seksowni chłopacy". Hahaha. No nieźle. Chyba zakochała się we wszystkich trzech naraz, ale chyba najbardziej w Lucasie. On chyba w niej też. Tak się na nią patrzał. Po prostu miłość od pierwszego wejrzenia. Hahaha. Nadal z tego nie mogę. 

Po jakiś 20 minutach byłyśmy przed moim domem. Weszłyśmy do środka i z salonu było słychać szlochanie.. Weszłyśmy dalej i zobaczyłyśmy moją mamę całą zapłakaną.

- Mamuś. Co się stało ? Dlaczego płaczesz ? - spytałam.
- Nic się nie stało. Po prostu czasami trzeba sobie popłakać.
- Tak, tak. Takie bajeczki, to mogłaś mi wciskać jak miałam 5 lat, a nie teraz. Chodzi o ojca ?
- Tak. Godzinę temu przyszedł, powiedział, że mnie zdradza od dwóch miesięcy.. Wziął rzeczy i wyszedł trzaskając drzwiami.. 
- A pro po ojca. Mamy coś dla ciebie. - powiedziałam. - Przygotuj się na dużą dawkę śmiechu. Olivia dawaj telefon. 

Dziewczyna wyciągnęła telefon z kieszeni i puściła nagranie. Tym razem moja mama też płakała, ale ze śmiechu. Tak się śmiałyśmy, że aż nas brzuchy rozbolały..

- Kocham cię córeczko. Jesteś taka wspaniała. 
- Wiem. - odpowiedziałam.
- Jutro idę do adwokata i wnoszę sprawę o rozwód.
- No i prawidłowo. W końcu..
- Kiedyś musiało to nastąpić.
- Wiem, że ostatnimi czasy nie było pomiędzy wami zbyt kolorowo..
- Też to zauważyłaś ? 
- A kto jeszcze to zauważył ? 
- Max. 
- A właśnie. Gdzie on jest ?
- U kolegi, ale niedługo powinien wrócić. 
- To super. Będę się musiała go o coś zapytać.
- Córciu..  Stwierdziłam, że chyba będę musiała cię wysłać na studia aktorskie. Masz naprawdę do tego talent. Żeby takie coś wymyślić na poczekaniu..
- Z miłą chęcią. A właśnie. Aktorstwo.. - powiedziałam z 'zacieszem' na twarzy.
- Co się stało ? - spytała mama.
- Nic, nic. Tylko dzięki temu 'przedstawieniu' dostałam rolę w filmie.
- Słucham ? Żartujesz sobie teraz ze mnie córeczko, prawda ?
- Nie. Spójrz. - powiedziałam i pokazałam mojej mamie wizytówkę pana Miller'a.
- Potwierdzam. Ma być jutro w 20th Century Fox o 10. - wtrąciła Olivia.
- Jestem z ciebie dumna. - przytuliła mnie. - To jak dziewczynki ? Lody czekoladowe z czekoladą i bitą śmietaną ?
- Bardzo chętnie, tylko może innym razem. 
- Dlaczego ? Musisz już iść ? Przecież dopiero 19.00.
- Przepraszam, ale muszę iść. Miałam być w domu o 19.00
- A mamo. Własnie, ty nic nie wiesz.. - wtrąciłam.
- Czego znowu nie wiem ?
- Olivia jutro wylatuje do Polski.. Na stałe.
- Co ? Czyli się wyprowadzasz z mamą na drugi koniec świata ?
- No tak. Niestety. Także dziękuję za wszystko. Do widzenia.
- Do zobaczenia.. - powiedziała moja mama. - Poczekaj Olivia. Podwiozę cię.
- Naprawdę ? 
- Tak. Chcę porozmawiać jeszcze z twoją mamą przed odlotem.. Wezmę tylko kluczyki i już jedziemy.. 

- Liv. 
- Tak ?
- O której masz samolot ?
- O 9.30
- O kurde! 
- Co ? Nie wiem, czy zdążę.
- Ale nie musisz przyjeżdżać. Bynajmniej nie będę płakać całą drogę do Polski.
- Dam radę. Do jutra..
- Do jutra. - powiedziała Olivia i przytuliła się do mnie.

Blondynka wsiadła do samochodu mamy i odjechały. Zamknęłam drzwi i poszłam do siebie do pokoju. Włączyłam muzykę, wzięłam laptopa i położyłam się na łóżku. 
Po jakimś czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Myślałam, że to mama zapomniała kluczy.. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi, ale jednak to nie była ona, tylko.. Ross.




Witajcie Misiaki. :* Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział.. Miałam z nim niewielkie problemy techniczne.. W pewnym momencie chciałam nawet zawiesić bloga, bo nikt nie dodawał komentarzy i spadła mi też gwałtownie liczba wejść, ale Wiktoria bardzo mi wtedy pomogła i odradziła mi ten pomysł, za co jej bardzo dziękuję. <3 Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodoba.. ;) Liczę na Wasze komentarze, które motywują mnie do dalszej pracy. :**
Następny rozdział pojawi się jak będzie minimum 8 komentarzy. 
Do następnego razu ! :***
Kocham Was. <3 <3 <3


Łapcie zdjęcie chłopaków, których spotkały dziewczyny (kolejność jest taka, jak się przedstawiali dziewczynom xd) i Live z Londynu. :***



`Beata`

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 19.

Rozdział 19. - "Czy coś ze mną jest nie tak ? "


Szłam w pośpiechu przez plażę czytając gazetę. Nie mogłam uwierzyć w to, co tam napisali..
Co za wredni ludzie! Nie dają człowiekowi spokojnie żyć. Ale z drugiej strony już wiem dlaczego Ross się wczoraj nie odzywał.. Hmm. Ciekawe, czy wie, co o nim piszą w gazecie.. 
Postanowiłam pójść do Lynch'ów i pokazać im ten 'brukowiec'.
Kiedy weszłam do domu Rydel, Ell, Rocky, Ryland i Riker siedzieli na kanapie i oglądali telewizję. Przywitałam się z nimi i nie mogłam uwierzyć w to, co teraz pokazują w "Hot Stars". A mianowicie mówili o tym samym, co przed chwilą przeczytałam w gazecie. 

- Jeszcze tutaj ? Co za bezczelne typy ! - powiedziałam. 
- Jak to jeszcze tutaj ? - spytała zdziwiona Rydel.
- No bo to nie tylko jest w telewizji.. Ale w gazecie również...
- Co ?
- No tak. Trzymajcie... 
- Nic nie widzę. Czytaj na głos.. - powiedział Ell.
- Słuchajcie :

Ross Lynch wczoraj był widziany z tajemniczą dziewczyną na plaży w Beverly Hills. Nie była to jednak jego wybranka Alexandra Johns. Czyżby Ross zdradzał swoją ukochaną ? Na jej miejscu bylibyśmy zazdrośni.. 

Po tym, co przeczytała Rydel wszystkim opadły szczeny. 

- Nie dość, że pokazują to w telewizji, to jeszcze o tym piszą w gazetach. - oburzył się Riker. - Poczekajcie. Zadzwonię do ojca i pojedziemy tam..
- A tak w ogóle to gdzie Ross ? - spytałam.
- A wiesz, że nie wiem. Rano zjadł śniadanie i wyszedł.. - powiedziała Delly.

W tym momencie wkroczył do domu Ross z jakąś dziewczyną. 

- Ej słuchajcie. Szliśmy sobie z Emily plażą i wszyscy na nasz widok szeptali coś między sobą. Później poszliśmy do kawiarni i w telewizji puścili jakieś dziwne rzeczy o nas.. - tłumaczył Ross.
- Poprawka. Nie o nas tylko o Tobie, Van i Twojej nowej koleżance. - poprawił go Rocky.
- Właśnie.. A może przedstawisz nam tą piękną nieznajomą.. - ciągną Ell.
- A tak jasne.. To jest Emily. Emily poznaj moją rodzinę.. To jest Rydel, Ellington, Rocky i Ryland. 
- Cześć. - powiedziała Emily. A ja siedziałam w fotelu obok i przypatrywałam się tej całej dziwnej sytuacji.. 
- Oj. Byłbym zapomniał. To jest Riker. - blondyn wskazał na brata który właśnie wchodził do salonu. 
- Słuchaj młody. Jedziemy. Gadałem z ojcem. Dołączy do nas na mieście. Trzeba to wszystko jakoś odkręcić. Nie może tak być, że gdzie się nie pokażesz zaraz o tym piszą..- powiedział Rik. 
- Dobra to jedziemy. Emily zostajesz czy jedziesz ? - spytał Ross.
- Jadę. 
- Nie obraź się Emily.. Ale musimy załatwić to sami. Wiesz jaka by była afera jakbyś pojechała tam z nami ? Media nie przestałyby ględzić... Odwieziemy cię do domu. - oznajmił Riker. - A teraz chodźcie.. 

Chłopaki wyszli w pośpiechu zabierając ze sobą Emily.. A reszta przyglądała się temu całemu zdarzeniu z otwartymi ustami..

- Czy ja jestem niewidzialna, czy jak ? - spytałam. 
- To on jest ślepy. - powiedział Rocky.
- Nie przejmuj się. - powiedziała Rydel. - Rocky ma rację. On jest ślepy.. Chyba zadzwonię do okulisty i umówię go na wizytę... Od tego wszystkiego totalnie mu się w głowie poprzestawiało. 
- Haha. Czasami przydało by mu się to.. Ale jak on mógł..
- No widzisz. Kilka pięknych kobiet koło niego i człowiek ślepnie.. - zaczął się śmiać Rocky, a Ratliff i Ryland razem z nim. 
- Faceci. - prychnęła Rydel. - Chodź kochana. Wskakujemy w stroje i pędzimy na plaże. Taka świetna pogoda.
- Nie obraź się kochana, ale ja nie mam ochoty nigdzie iść. Szczególnie na plażę. Za dużo ludzi.. 
- Rozumiem.. To zostajemy w domu i pooglądamy jakieś filmy.. Co ty na to ? - zaproponowali chłopcy.
- Nie obraźcie się kochani, ale chcę zostać sama. Nie mam już siły na nic. Muszę się uczyć, a w dodatku mam jutro poprawkę z chemii. Także idę się uczyć. Może wieczorem wpadnę..
- No dobrze. Ucz mi się tam kochana. - powiedziała Rydel i przytuliła mnie. 
- Cześć wszystkim. - powiedziałam, po czym wyszłam z domu Lynch'ów i poszłam do swojego..


*

Kiedy weszłam do domu nikogo tam nie było.. Max pewnie był na mieście z kolegami, rodzice w pracy.. Ostatnio ciągle się kłócą i biorą nadgodziny, żeby jak najmniej czasu się widzieć.. Ojciec jakieś dwa tygodnie temu przeniósł się na kanapę w salonie i tam śpi. Mama płacze po nocach. Bardzo dziwne zjawisko.. Nie wiem dlaczego się tak dzieje. Przecież zawsze byli zgodnym i bardzo kochającym się małżeństwem, a tu nagle niespodzianka. Ale jedno wiem. Jak tak dalej będą się zachowywać to trafię do wariatkowa ! 
Zrobiłam sobie kawę i poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam książki z plecaka. Wzięłam podręcznik z chemii i zaczęłam się uczyć.. 

*w tym samym czasie u Lynch'ów*

- Musieliście wypalić z tymi kobietami.. Nawet nie wiecie jak jej się przykro zrobiło.. - krzyknęła Rydel. - W ogóle nie macie wyczucia sytuacji.
- Delly. Nie denerwuj się tak. Chcieliśmy ją trochę rozbawić. Ostatnio chodzi taka przybita. - tłumaczył się Ratliff.
- Jakoś się wam to nie udało. 
- No nie dąsaj się Delly. 
- Która godzina ? - spytał Ryland. 
- 17:19 a co ? 
- Za 11 minut mam trening. Podrzuci mnie ktoś ?
- Dobra zawiozę cię. - oznajmił Rocky. 
- To ja jadę z wami. - powiedział Ell.
- Mam pomysł. Pojedziemy wszyscy. Pojedziemy po drodze na zakupy.. 
- Co ? Ja nie lubię godzinami chodzić po sklepach z butami.. - jęczał Rocky.
- Nie jęcz. Musimy pojechać do jakiegoś marketu. Lodówka świeci pustkami.
- Oo. I ta propozycja podoba mi się w 100% - powiedział brunet. Wszyscy się na niego spojrzeli w wybuchnęli niepohamowanym śmiechem.
Po około 5 minutach wszyscy byli już w drodze na stadion. Kiedy odwieźli Rylanda skierowali się w stronę supermarketu.


*dwie godziny później u Van*

Siedziałam sobie na łóżku ucząc się przy tym zajadając żelki. Odruchowo spojrzałam na zegarek. O nie! - powiedziałam do siebie. Jest już po 19:00. Miałam zadzwonić do Olivii. Wzięłam laptopa i od razu włączyłam skype. Na moje szczęście dziewczyna jeszcze była aktywna. Zadzwoniłam do niej.

- No hej Liv.
- No hej Alex. 
- Co tam u ciebie kochana ? Co masz taką minę ? 
- Jaką ?
- No taką jak by się coś strasznego stało..
- Aż tak to widać ?
- Ale co ? No powiedz do cholery..
- Widzisz te kartony za mną ?
- No tak.. I co z nimi ? Tylko mi nie mów że....
- Tak. 
- Nie. Nie możesz mi tego zrobić. Ja wiem, że ostatnio nie za często się odwiedzałyśmy ale....
- Van, czekaj. Przecież to nie koniec świata. Przecież jest internet, istnieją samoloty, telefony.. Będę przyjeżdżać na całe wakacje do Los Angeles.. Będziemy dalej przyjaciółkami..
- Jejku.. A gdzie w ogóle się wyprowadzacie ? Mam nadzieję, że nie aż tak bardzo daleko..
- No właśnie sęk w tym, że daleko...
- Gdzie ? 
- Do... Polski.
- Co ? Przecież to jest tak strasznie daleko. A kiedy w ogóle wylatujesz ? 
- Pojutrze. 
- No świetnie.. A spotkamy się jeszcze przed twoim wyjazdem ? 
- Pewnie.. Jutro mamy najkrócej w szkole. Znaczy ty.. Ja już nie. To może spotkamy się zaraz po szkole ? Co ty na to ? 
- Ok. To bądź u mnie o 13:30.
- Dobra. Będę. A teraz już muszę kończyć. Muszę mamie pomóc. Pogadamy jutro. 
- Tak. Do zobaczenia. - powiedziałam i rozłączyłam się..

Po tym, co usłyszałam od Olivii straciłam wszystkie siły. Sięgnęłam po pamiętnik i zaczęłam pisać. Musiałam to z siebie wyrzucić..


Kochany pamiętniczku ! 

W moim życiu wszystko się pie*rzy. Po prostu zaje*iście ! Najpierw rodzice się kłócą jak cholera, potem Ross ma mnie gdzieś i sprowadza sobie panienkę. A teraz moja przyjaciółka oznajmia mi, że pojutrze się wyprowadza i to na drugi koniec świata.. No zaje*iście. Nie mam już siły na nic. Jestem ciekawa, co się wydarzy dalej.. Chyba już gorzej być nie może.....


Odłożyłam pamiętnik na szafkę. Wyciągnęłam słuchawki, podłączyłam je do telefonu i włączyłam muzykę.. W pewnym momencie poleciała ulubiona piosenka moja i Liv. 

Piosenka o przyjacielskiej przysiędze, przyjaźni na zawsze. Przy tej muzyce poleciały mi łzy.. Płakałam przez jakiś czas, po czym zasnęłam. 


*

Obudziłam się i zerknęłam na zegarek. Była 23:29. Spojrzałam na siebie i zorientowałam się, że jestem w ubraniach. Postanowiłam pójść pod prysznic i przebrać się w piżamę. 
Po wyjściu z łazienki położyłam się i zasnęłam w mgnieniu oka.


*następny dzień (30.04)*

Obudziłam się jak zwykle, kiedy trzeba iść do szkoły. Był piękny, słoneczny dzień. wyciągnęłam z szafy jedne z moich ulubionych ubrań czyli rurki, t-shirt i trampki. Ubrałam się i zrobiłam sobie lekki makijaż. Zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie tosty z dżemem. Po śniadaniu poszłam do szkoły. Po drodze słuchałam muzyki i powtarzałam sobie materiał z chemii. 

*

Po skończonych lekcjach poszłam prosto do domu. Zaczęła się majówka ! Było tak pięknie. Przebrałam się i wyszłam przed dom. Nie czekałam długo i przyszła Olivia. Postanowiłyśmy pójść na miasto...




Witajcie kochani ! <3 Jak widzicie rozdział 19. już za nami. Moim zdaniem jest nawet okey. Z góry przepraszam za wszelkie błędy. Nie wiem, czy zdołam w przyszłym tygodniu dokończyć rozdział 20. ale postaram się. :D Czekam na Wasze komentarze. 
Do następnego razu ! :*****
Kocham Was. <3






`Becia`

środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 18.

Rozdział 18. - "Jesteś moim bohaterem !"

[...]

Po chwili Riker skończył rozmawiać ze swoimi rodzicami.


- I jak ? - spytałam. - Jest w domu ?
- Nie.. Nie wrócił do domu. 
- To niemożliwe. - powiedziałam ze łzami w oczach. - To niemożliwe ! - krzyknęłam ponownie.
- Ćśś. Uspokój się. Nie płacz. Może Ross stoi w korku przez ten wypadek, co widzieliśmy po drodze..
- Wypadek ? Czekaj, czekaj. Już wiem czyj samochód widziałam. Już sobie przypominam. - w tym momencie łzy zaczęły mi lecieć ciurkiem. 
- Van, czyj to był samochód ? - spytał Riker.
- Ro... Ross'a - wymamrotałam przez łzy.
- To na pewno nie on. Wiesz ile osób w tym stanie ma taki samochód ?
- Ale ja jestem pewna. A jeżeli, to on miał ten wypadek ? 
- Nawet o tym nie myśl.. Nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Uwierz mi. A jeżeli Cię to uspokoi, to możemy tam jechać i sprawdzimy, co z tym wypadkiem.. Chcesz ?
- Na co czekasz ? Jedziemy.. On może być ranny..

W tym samym czasie ukazała się nam jakaś postać. Wysoka. Ewidentnie było widać, że to mężczyzna. Szedł w naszą stronę. Po chwili ukazała się nam jego twarz. To był Ross ! 

- Ross, kochanie. Nic Ci się nie siało ? - spytałam.
- Nie.
- Jak to nie ? Przecież widzę. Masz rozcięty łuk brwiowy i wargę. 
- Zagoi się. 
- Trzeba to opatrzyć. Riker, masz apteczkę w samochodzie ?
- Tak. Poczekaj, przyniosę. - powiedział blondyn i poszedł w stronę pojazdu.
- Ross. Fatalnie to wygląda. Co się z tobą stało? Tak się martwiłam. 
- Niepotrzebnie. Nic mi nie jest.
- Ross. Nie udawaj chojraka. 
- Proszę. - powiedział Riker, podając mi apteczkę.
- Dzięki. - odpowiedziałam. Wyciągnęłam wodę utlenioną i gaziki.
- Teraz się nie ruszaj Ross. - powiedziałam i przyłożyłam chłopakowi do rany gazik.
- Ałłł ! To boli. 
- Nie trzeba było się bić.
- Ale ja się nie biłem.
- To w takim razie, co robiłeś ? 
- Nic złego.  Po prostu jechałem tutaj i po drodze najechałem na wypadek samochodowy. Zatrzymałem się i postanowiłem pomóc. Wezwałem karetkę, straż, policję, no i sam próbowałem pomóc jej tak, jak umiałem. Dziewczyna na szczęście była przytomna. Udało mi się ją wyciągnąć z samochodu zanim doszło do eksplozji. 
- Wow. Nie wiedziałam. Przepraszam za ten sarkazm..
- To ja przepraszam. 
- Za co ?
- Za to, że się nie zjawiłem na czas, za to, że jestem takim dupkiem, za wszystko. To co tutaj widzisz miało być niespodzianką dla Ciebie, ale jak zwykle coś spieprzyłem..
- Ross, co ty bredzisz. Życie tej dziewczyny było ważniejsze niż ja. Uratowałeś ją i to się liczy. Gdybyś się wtedy nie zatrzymał, to ona by tego nie przeżyła i by zmarła.. Uratowałeś jej życie. Jesteś moim bohaterem. Kocham Cię, Ross.
- Ja Ciebie bardziej.
- Wcale, że nie i się nie kłóć. A teraz jedziemy do szpitala. 
- Co ? Ja nie jadę do żadnego szpitala. Nic mi nie jest..
- Ross, przestań. Ja wiem, że się boisz szpitala. No ale trudno. Bywa. 
- Coo ? Ja się boję ? Pff. Chyba żartujesz.
- Czyli się zgadzasz ?
- Tak.
- No i fajnie. - powiedziałam z triumfem w głosie. 
- To jedziemy moim ? - spytał Riker.
- Tak. Jedziemy twoim. - powiedziałam.

Po 15 minutach byliśmy już pod szpitalem.  


*

Wysiedliśmy z samochodu w udaliśmy się do izby przyjęć. Podeszłam do okienka i zarejestrowałam Ross'a, po czym usiedliśmy na pobliskim korytarzu, gdyż lekarz był chwilowo niedostępny. Siedzieliśmy w ciszy. Po kilku minutach otworzyły się drzwi gabinetu i wyprowadzili stamtąd na wózku dziewczynę. Taką w moim wieku. Ross wstał gwałtownie i podbiegł do niej. Nie powiem. Zdziwiło mnie jego zachowanie, ale domyślałam się, kto to może być. Blondyn rozmawiał z lekarzami. Kiedy wrócił, potwierdził moje przemyślenia. 

- To ta dziewczyna ? - spytałam.
- Tak.
- I co z nią ?
- Lekarze mówią, że ma złamane kilka żeber, rękę i wstrząśnienie mózgu. Musi teraz zostać w szpitalu na kilka dni. 
- Kocham Cię. - powiedziałam do Ross'a i przytuliłam się do niego.
- A to za co ?
- A to już nie mogę powiedzieć mojemu facetowi, że go kocham i przytulic się do niego ?
- Nie no możesz. Nie powiem. Bardzo mi się to podoba.. - mówiąc uniósł dwukrotnie brwi.
- Pan Ross Lynch. Zapraszam do gabinetu. Pan doktor już na pana czeka.- powiedziała pielęgniarka.

Ross spojrzał na mnie oczami szczeniaczka.


- No Ross. Idź. Podobno się nie boisz. 
- Dobra. Zmieniam zdanie. Boję. Chodź ze mną kochanie. 
- Haha. A niedawno się nie bałeś.
- Ale teraz już mi przeszło. No chodź.
- Panie Lynch ! Idzie pan, czy rezygnuje ? - ponagliła pielęgniarka.
- Idę, idę. - burknął Ross i poszedł sam, a ja odprowadziłam go tylko wzrokiem.

- Haha. Ale mu powiedziałaś. - powiedział Riker.
- No co ? Do końca życia trzeba będzie z nim chodzić do lekarza, bo się boi ? Nie ma dobrze.
- Oj będzie zły. Jak tam nie zemdleje, to będzie dobrze.
- Co ? 
- No on jak widzi igłę to mdleje. Nie wiedziałaś ?
- Nie. Kurde. Mogłam iść z nim. Cholera.
- Nie przejmuj się. Wytrzyma. 
- Mam nadzieję.

Siedzieliśmy chwilę w ciszy, po czym odezwał się Riker.
- Um.. Van.
- Tak ?
- Powiedz mi, co teraz będzie ? 
- Ale z czym ?
- Z nami.
- Jak z nami ?
- No nie mów, że to, co się stało między nami nic dla ciebie nie znaczyło..
- Nie. Znaczy Riker, to nie tak. Posłuchaj. To, co się wydarzyło, nie powinno się stać. Jestem z twoim bratem, którego bardzo kocham. Nie myśl, że ty nie jesteś dla mnie ważny, bo tak nie jest. Jesteś dla mnie ważny i to bardzo. Kocham cię jak brata, przyjaciela.
- Czyli nie mam u ciebie żadnych szans ?
- Riker..
- Dobra. Zamiećmy pod dywan to wszystko co się między nami stało. Pocałunki, wspólnie spędzone chwile we dwoje. Zapomnijmy. - powiedział, po czym po chwili dodał - Poczekaj na Ross'a. Ja idę do samochodu.
- Riker ! - krzyknęłam.
- Nie Riker. Zastanów się Van najpierw czego tak na prawdę w życiu chcesz. Jak się zastanowisz zadzwoń, napisz. Cokolwiek. Ale teraz daj mi spokój. Chce być przez chwilę sam. - powiedział i poszedł. 
Nie czekałam długo. Po jakiś 10 minutach wyszedł Ross. Poprawka. Wyprowadzili Ross'a. Był cały blady. Natychmiast podbiegłam do niego.
- Ross. Co się stało ? - spytałam.
- Nic mu nie będzie. - powiedział lekarz. - Po prostu boi się igły. 
- A jak z jego raną ?
- Jego rana na szczęście nie była zbyt duża, ale głęboka. Założyliśmy mu 3 szwy. Jutro niech o 11.00 zgłosi się do mnie na oddział, zmienimy mu opatrunek. Tutaj zapisałem leki na wszelki wypadek, jak by go bolała głowa, to proszę mu dać dwie tabletki. Na dziś dziękuję. Do zobaczenia jutro.
- To my dziękujemy panie doktorze. Do zobaczenia jutro.
- Do widzenia. - odpowiedział lekarz i wszedł do swojego gabinetu. 
Mieliśmy już z Ross'em iść do samochodu, gdy ten nagle się zachwiał.
- Ross. Wszystko ok ? - spytałam.
- Tak. 
- Usiądźmy. Blady jesteś.
- Wydaje ci się kochanie.
- Wzrok mam dobry. 
- A jak się w ogóle czujesz ?
- W życiu nie czułem się tak dobrze jak teraz.
- Ale ściemniasz.
- Ja ?
- Tak. Ty. Widzę, że czujesz się już lepiej. Chodź wracamy do domu. 
- A w domu będzie nagroda ?
- Za co ? Za to, że zemdlałeś, czy za to, że się boisz igieł.
- Haha. Bardzo śmieszne.  - powiedział i udał obrażonego. 
- Zobaczymy. - powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek. 
- No ja myślę. - zaczęliśmy się śmiać.


*

Dojechaliśmy do domu w ciszy. Ross próbował jakoś zagadać Riker'a ale to na nic. Ewidentnie był wkurzony o to, co się stało kilka chwil temu.. 
- Do zobaczenia. - powiedziałam wychodząc z samochodu.
- Jak to do zobaczenia ? Przecież miałaś zostać.. - oburzył się Ross.
- Nie mam nastroju. I głowa mnie strasznie boli. Muszę się położyć...
- To ja idę z tobą..
- Nie Ross. Chcę być sama. Odezwę się. Pa..
- Jak sobie chcesz. - powiedział i poszedł do domu. Ja zrobiłam to samo.


Weszłam do domu i znowu "trafiłam" na kłótnię rodziców. Ostatnio dość często się kłócili.. Nie wiem dlaczego. Nie chciałam w tym uczestniczyć więc poszłam do kuchni po tabletkę, po czym pomaszerowałam do swojego pokoju.. Spakowałam książki do torby i poszłam pod prysznic. Byłam strasznie zmęczona. Zasypiałam na stojąco. Po wyjściu z łazienki położyłam się do łóżka. Nastawiłam budzik, zgasiłam światło i w mgnieniu oka zasnęłam. 


*dwa dni później*
Obudził mnie odgłos czegoś bardzo głośnego nad moim łóżkiem. Oczywiście był to budzik. Wystraszyłam się, bo dawno, ale to dawno go nie używałam. Była 7:30. Czas wstawać do szkoły - pomyślałam. Poczłapałam do łazienki. Ubrałam to :



i zeszłam na dół do kuchni. Tam zastałam rodziców nieodzywających się do siebie. Zrobiłam sobie szybko tosty i poszłam do salonu, gdyż nie lubię jak rodzice są pokłóceni. Zjadłam w pośpiechu i wyszłam z domu. 
Wyciągnęłam z torby słuchawki i podłączyłam je do telefonu. Założyłam słuchawki i włączyłam muzykę i zaczęłam myśleć o Ross'ie. Nie odzywał się wczoraj i w ogóle.. To było do niego nie podobne.. 
 Po około 20 minutach byłam już w szkole. Miałam jeszcze 15 minut do pierwszej lekcji postanowiłam usiąść na parapecie i powtórzyć sobie ostatnie trzy tematy z biologii, ponieważ miała być kartkówka. Jak chciałam tak zrobiłam lecz nie trwało to długo, bo przyszła najwredniejsza grupa dziewczyn w szkole. Nikt ich nie lubił. Nikt bynajmniej z normalnych ludzi. Oczywiście wśród nich była też Jessica, która strasznie działała mi na nerwy..

- Czytałam, że twój Rossiak cię zdradza.. - powiedziała jedna z nich.
- Nie jesteś zazdrosna ? - ciągnęła Jessica.
- Ja tam bym była. Takie ciacho ! 
Starałam się je ignorować, ale w pewnym momencie nie wytrzymałam i wybuchłam. 
- Odpie*dolcie się ode mnie. Czy wy zawsze się musicie do mnie przykleić ? Znajdzie sobie kur*a kogoś innego, a mi dajcie spokój ! - krzyknęłam i w pośpiechu poszłam stamtąd. 
Ale to, co powiedziała jedna z nich nie dawało mi spokoju.. Ross mnie zdradza.. Hmm. Ciekawe. Ale na pewno te puste lale to wymyśliły, żeby mnie sprowokować. Błąkałam się po szkole bez celu, kiedy usłyszałam dzwonek na lekcję. Ucieszyłam się i od razu poszłam pod klasę. Jeszcze nigdy się tak nie cieszyłam na dzwonek na lekcje.. 
Kiedy doszłam do klasy pani Smith już tam była i właśnie otwierała drzwi. Weszliśmy, usiedliśmy na swoich miejscach o od razu zaczęła się kartkówka. 


*

Po lekcjach podeszła do mnie panie Smith i powiedziała:
- Alexandro, jestem z ciebie bardzo dumna.
- Dlaczego ? 
- Napisałaś kartkówkę najlepiej z całej klasy. Oczywiście dostałaś szóstkę.
- Naprawdę ? Tak się cieszę. Dziękuję. - powiedziałam uradowana.
- Nie dziękuj. Zasłużyłaś.

Uśmiechnęłam się do niej i wyszłam ze szkoły. Zastanawiało mnie jedno. Nie było w szkole dzisiaj Olivii. Postanowiłam do niej zadzwonić.

- Halo ?
- No hej Liv. Czemu cię nie było dziś w szkole ?
- A długa historia.. 
- Co się stało ?
- Przepraszam cię Van. Nie mogę teraz rozmawiać. Zadzwoń koło 19:00 na skype.
- Ok. Będę. To do wieczoru.
- Do wieczoru. Paa.
- Pa.. - powiedziałam i rozłączyłam się.

Hmm. Dziwne. Ona nigdy nie była taka tajemnicza.. - pomyślałam. 
Postanowiłam pójść do domu okrężną drogą wzdłuż plaży.. Kiedy tak szłam ludzie się odwracali za mną i szeptali coś pomiędzy sobą. Nie wiedziałam o co im chodzi. Po drodze był salon prasowy. Weszłam po gazetę z ogłoszeniami.. 
Przeglądałam kilka gazet. Wzięłam dwie, które najbardziej mnie zainteresowały.
- To wszystko ? - spytała ekspedientka.
- Tak. - A nie chce pani zobaczyć gazety o sobie i swoim chłopaku ?
- Co ? Jak o mnie i o moim chłopaku ? - spytałam zdziwiona. 
- No proszę niech panienka zobaczy.. - powiedziała kobieta podając mi gazetę.

O kurde ! Faktycznie. To już wiem o co chodziło Jessice. No świetnie. A w ogóle skąd ta baba wie, że Ross to mój chłopak?  - powiedziałam do siebie.
- Ile to razem będzie ?
- 7,45$

Zapłaciłam i pospiesznie wyszłam z tego miejsca. No nie ! Nie dość, że ten śmieszny temat : "Czy Ross Lynch zdradza swoją dziewczynę ?" to jeszcze nasze zdjęcia razem na pierwszej stronie, no i oczywiście zdjęcie tej 'tajemniczej' dziewczyny. Zaraz, zaraz... Przecież to jest ta dziewczyna z wypadku ! 





Witajcie kochani po tak długiej przerwie ! Co tam u Was się ciekawego wydarzyło ? Z góry przepraszam Was bardzo za tak długą nieobecność. Brak czasu i weny. Ten rozdział pisałam 7 razy. I powstał ten oto rozdział do bani! Moim zdaniem jest do niczego, ale to już zostawiam do Waszej opinii. Przez ten czas nieobecności zaniedbałam swój blog no i oczywiście też mam zaległości na Waszych blogach, które postaram się jak najszybciej nadrobić. ^.^
Kochani dziękuję Wam bardzo za to, że odwiedzacie mojego bloga. Dziękuję za ponad 5000 wyświetleń ! Jesteście wspaniali. Kocham Was. <3 <3
Kolejny rozdział powinien się pojawić szybko, bo już zaczynam go pisać. Mam już pomysły na kolejne rozdziały. :***

Proszę Was o komentarze, które motywują mnie do pisania. ;*****

Kocham Was. ! 
Do następnego razu. <3 <3 <3

Nie wiem, czy słyszeliście, ale ja przy taj piosence na YT 'gwałcę' replay. Haha. xd <3





`Becia`


niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 17.

Rozdział 17. - "Nie wszystko idzie zawsze po naszej myśli..." 

[...]

Siedziałam w kuchni z Rydel kiedy nagle do kuchni wparował Riker. 
- Hhej dziewczyny. - zaczął.
- No cześć. - odpowiedziałyśmy chórem. 
- Co się stało ? - spytała Rydel.
- Yy. Nic.. No bo. Ja. Ja ten.. No. Przyszedłem po sok ? Yy. Tak po sok. - jąkał się blondyn.
- Riker. Ty coś kręcisz. - powiedziałam.
- Ja ? Pff. Wydaje ci się. Nic nie kręcę. Po prostu przyszedłem się napić wody..
- Serio ? Przed chwilą chciałeś sok.
- Ale zmieniłem zdanie. To wy sobie tutaj rozmawiajcie w spokoju, a ja już uciekam.. - nalał sobie wody i wyszedł. 

- Ej, co mu się stało ? - spytałam. 
- Czasami ma takie odpały. To u niego normalne. Dobra. Koniec z moim rodzeństwem. Opowiadaj co u ciebie. Długo nie rozmawiałyśmy...
- Wszystko ok.
- Kochana. Oszukiwać to możesz chłopaków. Ja wszystko widzę. Powiedz mi co się stało. Widzę, że coś cię męczy..
- Myślałam, że nie zauważysz. 
- Jestem twoją przyjaciółką. Takich rzeczy przede mną nie ukryjesz. Mów.
- Naprawdę chcesz wiedzieć ? 
- Tak. Opowiadaj.
- Hmm. Co u mnie ? Nudna, szara rzeczywistość. Masakra. To chyba jest najgorszy okres w moim życiu. 
- Czemu tak mówisz ? Co się stało ? 
- Ah.. Szkoda gadać. 
- No opowiadaj. Mam czas.
- Ok. A więc tak. W szkole masakra. Wszystko mi się wali. Same problemy. Wszystko mi się wali. Cały czas się kłócę z rodzicami.. Nie mogę znaleźć pracy. No i jeszcze Ross.
- Kochana moja. Tak mi przykro.. Wszystko jeszcze będzie dobrze.
- Taa. Ciekawe kiedy ? Czy ja na prawdę zasługuję na to wszystko ? Bóg mnie nie oszczędza..
- Kiedy ? Jak najszybciej. Uwierz mi. Nie smutaj, bo ja też za chwilę zacznę a wtedy będzie naprawdę źle.. I uśmiechnij się. To jest rozkaz !
- Tak jest panie generale ! - zaczęłyśmy się śmiać.
- No i od razu ładniej wyglądasz z uśmiechem na ustach.
- Cieszę się.
- To co porobimy ?
- Nie wiem. Szczerze to nie mam na nic ochoty..
- Jak to nie ? 
- No nie..
- Ja mam pomysł. 
- Ciekawe jaki..
- A taki, że idziemy na zakupy. To zawsze dobrze działa na dziewczyny.. -powiedziała z uśmiechem blondynka.
- No ok. Podoba mi się ten pomysł. - poczułam, że dzwoni mi telefon. - Um. Rydel to Olivia. Może tez z nami iść ? Ostatnio bardzo ją zaniedbałam, jako przyjaciółkę. 
- No pewnie. Będzie nam raźniej..

*rozmowa telefoniczna*

- No hej Olivia. - powiedziałam. 
- Cześć kochana. Widzę, że ty już od rana na wagarach..
- Jakich wagarach ?
- No przecież dzisiaj jest dzień wagarowicza.
- A no fakt. 
- To jak ? Gdzie jesteś ?
- Yy. U Rydel.
- Ahaa.
- No. A może chcesz iść z nami na małe zakupy ?
- Pewnie. 
- To może przyjdziemy po ciebie, co ?
- No ok.
- A gdzie teraz jesteś ? 
- U siebie. 
- Ok. To będziemy za małą godzinkę..
- Super.
- Buziaki..
- No pa pa. 


- I jak ? Pójdzie z nami ? - spytała Rydel.
- Tak. 
- Super. No to na co czekamy ? Jedziemy. 
- Tak, tylko muszę iść do domu się przebrać...
- Ok. Ja też bym musiała się przebrać. To jak ? Za 10 minut u mnie ?
- Świetnie. 

*

Po chwili byłam już w swoim domu. Myślałam, że nikogo nie ma w domu, ale myliłam się. Na moje nieszczęście była mama.. Ostatnio moim zdaniem coś dziwnego się z nią stało.. Zaczęła mnie kontrolować i w ogóle...

- Alexandro Jons, czy ty czasem nie powinnaś być w szkole ? - spytała.
- Yy. No powinnam, ale dziś jest dzień wagarowicza..
- No to co, że jest dzień wagarowicza ?  
- No to, że nie ma lekcji i w ten dzień możemy wagarować.. A poza tym, to ty nie wagarowałaś w moim wieku ? 
- No dobra. Ale pamiętaj, że te wagary są twoimi ostatnimi. Od poniedziałku idziesz do szkoły i nie opuszczasz żadnej lekcji do końca roku szkolnego. Zrozumiano ?
- No. 
- Co "no" ? Odpowiada się "tak". A tak na marginesie,  to czy wiesz, że wczoraj przyszło pismo od dyrektora. Są w nim napisane wszystkie twoje oceny i opuszczone lekcje.. Wiesz ile masz jedynek ? 
- No ile ?
- 15. Masz mi je wszystkie poprawić. I przypominam ci moja panno. Nie zlewaj szkoły, bo do końca życia będziesz ulice zamiatać i ja ci to obiecuję. A jak się ta cała sytuacja nie poprawi, to nie będziesz nigdzie wychodzić po szkole. Do szkoły będę cię zawozić i po ciebie przyjeżdżać. No i oczywiście każę ci zerwać wszystkie twoje kontakty z Lynch'ami. Dotarło ?
- Tak. 
- No ja myślę.
- Mogę już iść ?
- Proszę. A tak w ogóle to gdzie się wybierasz ?
- No z Rydel i Olivią jedziemy na zakupy..
- O której wrócicie ?
- No jak nam się znudzi.. Zresztą mam telefon. 
- Niech ci będzie. Ale przed 20.00 masz być w domu.
- Tak, tak.. - odpowiedziałam i poszłam do siebie się przebrać..


Otworzyłam szafę i nie wiedziałam, co wybrać... Po długich namyślaniach wybrałam to : 



Włosy spięłam w kucyka i wyszłam z domu. Rydel już na mnie czekała..

- No co tak długo ? - spytała.
- Ee. Długa historia.
- No co się stało ?
- Jednym słowem rodzice, a tak dokładniej to mama.
- Aa.. To w takim razie nie wnikam. - powiedziała Rydel i odjechały..

Po 20 minutach były już u Olivii.


*trzy godziny później w domu Lynch'ów*


Rocky siedział na kanapie jedząc chipsy i oglądając telewizję, Stormie gotowała coś w kuchni, Mark był w garażu a Rydel wyszła gdzieś z Ellingtonem. Riker grał na gitarze w swoim pokoju kiedy nagle zadzwonił telefon

- Halo ? - powiedział Riker.
- No cześć braciszku. Jak tam się sprawy miewają ?
- Narazie dobrze. Dziewczyny poszły na zakupy. 
- To ok. Tylko nie zapomnij przywieźć Vanessy.
- Tak, tak. Wiem. Pamiętam. Mam dobrą pamięć w porównaniu do ciebie.
- To się ciesz mądralo. Um. Riker.
- Co ?
- Mógłbyś tutaj przyjechać ? Nie radzę sobie..
- Ross z czym ty sobie znowu nie radzisz ?
- No z tym wszystkim. Nie mów nic tylko przyjedź.
- Niech ci będzie.
- To przyjedziesz ?
- Tak. Nie chcę, żebyś znowu coś spieprzył..
- Fajnie. 
- Ej. Ross.
- Tak ?
- A w ogóle to gdzie ty jesteś ?
- Na plaży w tym sekretnym miejscu, co nam tata pokazywał jak byliśmy jeszcze mali..
- Dobra. - odpowiedział Riker i się rozłączył..


Blondyn odłożył gitarę i bez słowa wybiegł z domu. Wsiadł do swojego samochodu i odjechał.


*

Po 15 minutach był już na miejscu i poszedł w wyznaczone przez brata miejsce.

- Coś ty znowu małolacie nawywijał ? - spytał się Riker.
- Po pierwsze nie małolacie, dobrze. A po drugi to nic złego nie zrobiłem..
- Ah tak. To po co dzwoniłeś po mnie ? 
- No, bo zanim przyprowadzisz tutaj Vanessę, to chciałbym, żebyś to zobaczył i ocenił..


- I jak ? - spytał Ross.
- Wow.
- Wiedziałem, że ci się spodoba. - odpowiedział z triumfem w głosie.
- No dobra. Zwracam honor. Tym razem się postarałeś i niczego nie spieprzyłeś. 
- No widzisz. 
- Można ? Można. Pomóc ci tutaj jeszcze ?
- Nie. Chyba wszystko jest gotowe. 
- Jesteś pewien ? 
- Tak. 
- No coś mi się nie wydaje..
- Co masz na myśli ?
- Ciebie. Wyglądasz okropnie. - No faktycznie. Muszę jechać do domu się umyć i przebrać.
- Doskonały pomysł. To jak ? Jedziesz ze mną ?
- Nie. Niby jak bym wrócił ? 
- No fakt. To chodź. Dziewczyn pewnie jeszcze nie będzie.
- A tak w ogóle to która godzina ? 
- Moment.. 16.28 a czemu pytasz ?
- Tak tylko. Chodź. Jedziemy, żeby być przed dziewczynami. 

Wsiedli do samochodów i odjechali. 


*

Po kwadransie byli już na miejscu. 
Ross poszedł do siebie, aby wziąć prysznic, a Riker usiadł sobie przed domem na ławce i czekał na dziewczyny, które po chwili przyszły.

- Hej Riker. Co ty tutaj tak sam siedzisz ? - przywitała się Vanessa.
- A tak jakoś wyszło. Czekam na Rocky'ego. 
- Czemu ? - spytała Rydel.
- A no bo nie było mnie w domu i oni wyszli, a ja zapomniałem kluczy.. No i on ma mi je przywieźć. 
- Ciekawie.. A to dlaczego pali się światło w łazience Ross'a ?
- Nie wiem. Może znowu zapomniał zgasić. Jak to on.
- No może. No nic. W takim razie idziemy do mnie. - powiedziała Van.
- Um. Van. Możemy chwilkę pogadać ? - spytał blondyn.
- Jasne. - odpowiedziała. - Dziewczyny idźcie do mnie, a ja zaraz wrócę..
- No ok. - odpowiedziały chórem.
- Słucham Riker. O czym chcesz pogadać ?
- Mam prośbę. 
- No słucham.
- Ubierz się ładnie i przyjdź do mnie o 17.30.
- Ahaa. A po co ?
- Dowiesz się. Ale zrobisz to dla mnie ?
- Niech ci będzie. A powiedz mi jedno. Z tym domem to była ściema nie ?
- Yy. No tak. Musiałem coś wymyślić, żeby porozmawiać z tobą na osobności..
- Haha. Ok. To mówisz o 17.30 ?
- Tak. Będziesz ?
- Będę. 
- Świetnie.


Vanessa poszła do siebie, a Riker wprost do pokoju Ross'a.


- I jak ? Udało ci się wszystko załatwić ? - spytał Ross.
- Na twoje szczęście tak. Tylko jedź już, bo mogą w każdej chwili przyjść. Na razie są u Van, ale moim zdaniem długo tam nie pobędą..
- Ok. Już jadę. I jak wyglądam braciszku ?
- Nie zgrywaj się.
- Haha.
- Może być ?
- Może, może. Jedź już. 
- Tak, tak. 
- Tylko ostrożnie. Nie szarżuj. 
- Dobrze. Pojadę powoli. 
- Jak dojedziesz to napisz, a jak nie napiszesz to wyjeżdżam o 17.30.
- No co ty. Zdążę do tego czasu..
- No ja myślę.
- Dobra. Trzymaj kciuki. 
- Jasne. - powiedział Riker i obaj zaczęli się śmiać.
- A teraz tak na poważnie.. Wiesz wszystko ? - spytał Ross.
- Tak. Wiesz co ci powiem..
- No mów. 
- Strasznie się denerwujesz. Wyluzuj..
- Łatwo ci powiedzieć. Ale rzeczywiście. Denerwuję się jak bym szedł na swoją pierwszą randkę.
- Haha. Nie wątpię. Masz wszystko ?
- Yy. Chyba tak. A kwiaty ? Kurde.. Zupełnie zapomniałem o kwiatach.
- Spokojnie sklerotyku. Starszy brat o wszystkim pomyśli..
- Dzięki, że mi pomagasz. Bez ciebie nie dał bym sobie rady..
- W to nie wątpię. Ale już idź, bo dziewczyny chyba idą..
- Faktycznie. Jadę.
- Tylko powoli. Nie spiesz się..
- Tak. Dzięki za rady.. Pa. - powiedział Ross i wybiegł z domu.


*z perspektywy Riker'a*

Siedziałem w pokoju i słuchałem muzyki, kiedy nagle spojrzałem odruchowo na zegarek.. Dochodziła 17.30. Spojrzałem w lustro i powiedziałem do siebie :

" Co ja robię ? Jaki ze mnie idiota. Właśnie wiozę swoją wymarzoną dziewczynę na randkę do mojego brata.. Kurde. Jaki ja jestem głupi ! No ale cóż. Słowo się rzekło.."

Po chwili byłem już koło swojego samochodu. Czekała już tam na mnie Vanessa. Piękna jak zawsze.

- No hej piękna ! - powiedziałem.
- Cześć Riker. To gdzie jedziemy ?
- Zobaczysz. Wsiadaj..
- No dobrze, chociaż nie powinnam. 
- Dlaczego ?
- Mam chłopaka. 
- Ale on się nie obrazi. Jestem tego pewien. 
- No dobrze. Niech ci już będzie.

Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.. 


*

Jechaliśmy w ciszy, kiedy nagle odezwała się Vanessa :

- Riker spójrz tam. Co to za zbiorowisko służb ratowniczych ?
- Myślę, że chyba wypadek. A czemu się tym interesujesz ?
- Bo on.. Znaczy tan samochód wydaje mi się znajomy..
- Nie przejmuj się tym. Dużo ludzi ma takie samochody..
- Może i masz rację..
- No i jesteśmy na miejscu.. 

Wysiedliśmy i poszliśmy w miejsce, gdzie miała być kolacja. Wysłałem Ross'owi sms'a, że już jesteśmy, ale nie odpisywał.. 


- Riker ! Jak tu pięknie. Ty to wszystko sam dla mnie przygotowałeś ?
- Nie.
- A kto ci pomagał ?
- Nikt.
- Jak to ?
- No tak. Nikt mi nie pomagał, bo to nie ja przygotowałem to wszystko..
- A kto ?
- Ross.
- Ross ? 
- Tak. To dlaczego go tutaj nie ma ? I w ogóle, to co się tutaj dzieje ? Możesz mi to jakoś wytłumaczyć ?
- Już tłumaczę.. Ross chciał ciebie przeprosić za wszystko, co zrobił źle w stosunku do ciebie. Dlatego przygotował to wszystko.. Napisałem mu przed chwilą, że już jesteśmy, ale mi nie odpisuje.. Kompletnie nie wiem, co się z nim dzieje. Zaczynam się o niego niepokoić...
- Riker. Dlaczego on mi nic nie powiedział ? 
- Bał się, że nie będziesz chciała go znać, przez to, co zrobił..
- On jest taki kochany. Chodź poszukamy go, bo naprawdę się niepokoję..
- Ok. Ja pójdę na północ, a ty na południe. Spotykamy się tutaj za 15 minut.. A i najważniejsze. Masz telefon ?
- Tak. 
- To idziemy. Za 15 minut koło ogniska..


Świetnie.. - powiedziałem do siebie. - Znów wszystko dzieje się wokół Ross'a. Co on ma, czego ja nie mam.. Grr. 


Po 15 minutach spotkaliśmy się przy ognisku.

- I jak ? - spytałem.

- Nie ma.
- Ja też go nie znalazłem..
- I co teraz ?
- Nie wiem. Kompletnie nie wiem, co robić.. 
- Riker ja się boję o niego..
- Wiem. Poczekaj. Zadzwonię do mamy. Może się wrócił po coś do domu.. Usiądź tutaj, a ja zadzwonię.
- Dobrze.
- Tylko nie płacz. Wszystko będzie dobrze..
- Jesteś tego pewien ?
- Tak.

"Mam taką nadzieję." - powiedziałem sobie w myślach i zadzwoniłem do rodziców..









Witajcie kochani ! Jest już ten oto 17. rozdzialik. Dla mnie jest trochę dziwny.. Ale to pozostawiam już do waszej opinii. Przepraszam Was bardzo za to, że ostatnio dodaję coraz rzadziej rozdziały.. Dzieje się to dlatego, że nie mam czasu. Czasami brak weny. Ale głównie to przez brak czasu. W szkole mam dosłownie młyn. Egzaminy mam dokładnie od dziś za miesiąc i wszyscy nauczyciele "gonią" z materiałem. Ciągle szkoła, szkoła i szkoła. Mam masę nauki. Także przez ten miesiąc rozdziały nie będą pojawiały się regularnie. Myślę, że uda mi się coś napisać w wolnym czasie. Mam nadzieję, że się nie będziecie gniewać. ;) Czekam na Wasze komentarze, które bardzo motywują. ^^

To chyba tyle, co chciałam Wam przekazać. Aa. Prawie bym zapomniała. Pytanka. A więc tak :
- Jak myślicie, co się stało z Ross'em ?
- Czy Riker w końcu odpuści sobie Vanessę ?
- Czy Ross się odnajdzie ?
- Czy Vanessa wybaczy Ross'owi ?
Do następnego razu. :*
Kocham Was. <3 <3

Nie chciał mi się załadować zwiastun nowej piosenki R5, ale łapcie link <3 :

https://www.youtube.com/watch?v=N3ybhbRcNsk



Ostatnio zakochałam się w taj piosence *.* 



`Becia`